head.log

dla wszystkich, lecz nie dla każdego | Krzysztof Kudłacik

Posts in the dusza category

rodzinne zdjęcia

Rodzinne zdjęcia, to zawsze trudne zadanie. Ale można próbować. Kiedyś się uda.

two-in-one

Anettka z Kacperkiem

2xk - Kacper i Krzysztof

PS.

backstage z dedykacją dla jednego z mich ulubionych fotografów – Chlipa!

kredo Nachtweya, fotografa wojennego

Dwie rzeczy ostatnio zbiegły się w czasie. W weekend obejrzałem ponownie – teraz wspólnie z Paulinką – dokument Christiana Freia o Jamesie Nachtweyu Fotograf wojenny. A potem rzuciłem okiem na wpis Marcina Szymczaka Misja fotografa.

Nie zabieram głosu w kontrowersji dotyczącej zawodu fotoreportera wojennego: czy fotografowanie nieszczęścia powinno się finansowo opłacać?

Poniekąd jest to nierozstrzygalny spór dokąd fotoreporter będzie musiał płacić za bilet, aby dojechać na miejsce lub zwyczajnie z czegoś żyć.

Dlatego wolę podrzucić przekład wyznania wiary Jamesa Nachtweya – osoby częściwo odpowiedzialnej za ogromne zainteresowanie, jakie wywołują zdjęcia konfliktów wojennych – lub ogólnie: fotografie ludzi w skrajnych sytuacjach.

Najpierw próbka materiału fotograficznego Nachtweya:

(więcej…)

polegliśmy na przedszkolu

Właśnie, polegliśmy. Kacper pozostanie na razie w domu.

Bardzo chcieliśmy posłać Kacperka do przedszkola. Zapisy były już niemal rok wcześniej. Zapisy i potem eliminacje. Udało nam się – Kacper został przyjęty w konkursie. Potem chyba od marca czekaliśmy i staraliśmy się, żeby nasz chłopak usamodzielnił się: żeby samodzielnie robił siku i kupę. Namowy, prośby, groźby, pokazywanie jak się to robi, pokazywanie kuzyna i kolegi, którzy już to umieją, dwa nocniki (grający i standardowy), małe krzesełko z wyciętą dziurą w siedzeniu … itd. – nic nie zadziałało.
Przełom nastąpił dopiero w połowie sierpnia.

Zaczęło się od tego, że w czasie gorącego lata Kacper zorientował się, że bieganie bez pieluchy (pampers) jest o niebo wygodniejsze niż z pieluchą. Ale to tylko początek, bo kiedy chciało mu się sikać, to nieodmiennie wołał, aby zakładać mu pampersa. Drugi i chyba kluczowy moment to jakieś popołudniowe wyjście nad rzekę, kiedy nagle zachciało mu się sikać, a żona zorientowała się, iż nie ma pieluch – więc nie było innego wyjścia, jak sikanie na trawę. Chyba tydzień później Kacper sam z siebie stwierdził, że chce się wysikać na stojąco. Stanął na podkładce z deski do pływania i wreszcie się udało …!
Potem przyszła reszta: czyli efektywne wykorzystanie podkładki dla dzieci pod deskę klozetową. No i oczywiście wzmocnienie z naszej strony w postaci paru wypasionych samochodzików (metalowe, otwierane drzwi, etc.). Kacper był już samodzielny! Mógł iść 1 września do przedszkola. I poszedł.

(więcej…)

Sicko: nie oglądajcie tego filmu

A może inaczej: oglądajcie. Ale uprzedzam – będzie bolało. Zwłaszcza tu i teraz w Polsce A.D. 2008, kiedy kilka razy dziennie słyszymy o tym, że nasza służba zdrowia jest bardziej chora niż zdrowa.

Do rzeczy. Przyznam się, że to pierwszy film Moore’a, który mi się spodobał w (prawie) całości i od pierwszego wejrzenia. O ile Farenheit 9.11 wydał mi się od początku konfabulacją i prowokacją, to w Sicko jest podobnie, czyli całkiem inaczej. Farenheit to swoista political-fiction, a w Sicko mamy realizm do szpiku kości. Film opowiada o podstawach systemu opieki zdrowotnej w USA. W zasadzie o ich braku – o braku powszechnego, obowiązkowego ubezpieczenia zdrowotnego w szczególności. Jak łatwo się domyślić – choćby znając inne dokonania Moore’a – jest to krytyczna ocena. Czasami nawet drastyczna. Jednak pamiętajmy, iż Moore umiejętnie łączy – pozornie – dwie sprzeczne z sobą tendencje: ostro krytykuje różne aspekty amerykańskiego snu, ale z pewnością kocha Amerykę.

(więcej…)

kto urwał pępowinę od rzeczywistości?

Planowo oderwałem się od spraw publicznych. I to wiele lat temu. Oczywiście nigdy nie było tak, że nie wiedziałem, co się dzieje i dlaczego. Miałem i mam nadal jakiś tam ogląd rzeczy społecznych i politycznych. Ale nie wzbudzają one we mnie poważniejszych emocji.

Jednak ostatnie wydarzenia związane najpierw ze strajkiem lekarzy, a obecnie także i pielęgniarek zbudzają dość niepokojące myśli: kto tu u diaska stracił kontakt z rzeczywistością? Kto odciął tę istotną dla życia pępowinę łączącą nas z poczuciem zdrowego rozsądku i prostym przewidywaniem przyszłości?

(więcej…)

mało groźny terrorysta

Podkusiło mnie i zabrałem się za książkę J.Updike Terrorysta. Nowy tytuł był mocno reklamowany w Trójce – jakoby autor dokonywał swojego rozrachunku z Ameryką po ataku na WTC. I to właśnie mnie zaintrygowało.
Od razu powiem jasno: nie doszukałem się tego rozrachunku. W żadnym wymiarze.

Całość sprawia wrażenie układanki nie całkiem zbornej i dopasowanej. Nie nazywam tego wprost niespójnością – bardziej pasuje tu termin eklektyzm. Chociaż to ten gorszy eklektyzm.
Mamy zatem podstawowy wątek młodego muzułmanina Ahmada Mulloya – pół Araba (Egipcjanina), pół Irlandczyka. Obok tego znajdujemy historię związku jego matki z pedagogiem szkolnym Ahmada (Jack Levy). Towarzyszy temu plan z opisem relacji pedagoga z jego żoną. Dopełnieniem jest sama warstwa sensacyjna, która zasługuje lepiej na określenie powłoki, bo w istocie – trochę wbrew tytułowi – nie odgrywa poważniejszej roli.

(więcej…)

Legutko, jeździec apokalipsy?

Wczoraj skończyłem czytać (z różnych względów) niezwykłą książkę W.Łysiaka Salon. Rzeczpospolita kłamców. Ale tym razem nie o książce, choć znalazłem w niej odbicie wielu, bardzo wielu moich własnych poglądów. Otóż jeden z cześciej cytowanych przez Łysiaka autorów to prof. Ryszard Legutko – wybrany z list PiSu, aktualnie wicemarszałek Senatu.

Łysiak widzi w nim jednego z nielicznych przenikliwych i śmiałych krytyków michnikowszczyny w III Rzeczpospolitej. W pewnym sensie ma rację.

(więcej…)

optymizm pełną gębą

Rano Hula podesłała mi lineczkę do wideo. Niby nic takiego, ale zerknijcie na ten filmik – szczerze zachęcam: jest to skondensowana dawka optymizmu – dawno nie miałem takiego kopa, jak po obejrzeniu tego montażu.
Bardzo pozytywny i bardzo mądry.

(więcej…)