11.09 i co?

Nie chciałem za bardzo pisać o rocznicy ataku terrorystycznego na USA. Śmierć niemal 3 000 ludzi była wielką tragedią dla ich rodzin, przyjaciół i znajomych. I to trzeba uszanować. Jak każdą inną tragedię na świecie (!). Ale wg mnie to na tyle. Nie chciałem pisać o 11.09.2001r. w Nowym Jorku, ponieważ wokół tych wydarzeń dominuje ton, który mi nie odpowiada: otóż nie zgadzam się na traktowanie tej sytuacji w sposób wyjątkowy – tak, jakby śmierć tych ludzi miała jakąś uniwersalnie wyjątkową jakość moralną. Sądzę, natomiast, iż ich śmierć – straszna i niepotrzebna – była tak samo ważna, doniosła, jak każda inna podobna tragedia niosąca śmierć. Przecież ilość nie przechodzi tu w jakość! Nie popadajmy w paranoję! Niemal codziennie media donoszą o rzeziach między jakimiś Tutsi i Hutu, spadających samolotach, wykolejonych pociągach, wyżynaniu Chrześcijan przez Muzułmanów, czy przymusowej sterylizacji Indian lub Tybetańczyków .. itd. itp.

Do czego zmierzam? Do raczej prostej konstatacji: 11.09.2001r. byliśmy świadkami zdarzenia lokalnego – ściśle amerykańskiego i totalnego spektaklu medialnego. Takich wydarzeń nie trzeba nabożnie czcić na całym świecie. A tak właśnie można odbierać to, czego jesteśmy świadkami np. w Polsce. Pod względem ludzkiego wymiaru tej tragedii Amerykanów nic nie wyróżnia od innych ofiar na świecie (terroru politycznego, zbrojnego, religijnego). To ich lokalna tragedia. A wielu ludzi – kierując się w końcu szlachetnymi pobudkami (współczucie itd.) dało się zwieść iluzji medialnej, która unosi się nad strefą zero. Mnie to smuci. Nie widzę powodu do nadmiernego zwracania uwagi na Amerykę zamiast na nasze, lokalne utapienia. Bardziej jestem zainteresowany tym, czy w najbliższym tygodniu odwiedzi naszą ulicę młoda kobieta z dwojgiem dzieci, która cicho i wręcz z poczuciem wstydu będzie prosić o jedzenie dla 7 letniej córki i 9 letniego synka. I nie będzie chodzić od domu do domu – bo wie, że nie wszyscy ją wspomogą: przyjdzie tylko do trzech domów na ulicy. Dlaczego tak wielu ludzi odwraca swoją uwagę od własnej ulicy i wykonuje zbędne gesty wobec czegoś, co ich całkiem nie dotyczy? Czemu tak wielu stać na gesty wobec grupy nowojorczyków, a nie robią tego samego np. wobec ofiar czysteg religijnych w Azji Południowo-Wschodniej (np. Jawa, czy Sumatra)? Przyczyna jest oczywista: grupa szaleńców uderzyła w serce demokracji telewizyjnej – tym razem CNN nie musiał prznosić swych kamer nad Zatokę Perską. I nic ponadto. Kolejny przejaw wyzuwania nas z rozsądku przez telewizję.

Nie chcę być źle zrozumiany. Atak na WTC miał wymiar polityczny, militaryny, ale przede wszystkim medialny i światopoglądowy. I tym razem powtórzę moją poprzednią ocenę sytuacji – Amerykanie czują się dotknięci nie tylko pod względem wojskowym, czy humanitarnym, ale przede wszystkim światopoglądowym – to był atak na ich styl życia. W całości potwierdził to w swoim przemówieniu prezydent USA. A amerykański konsumpcyjny styl życia w żaden sposób nie powinien rościć sobie pretensji do uniwersalności. Nie użalajmy się nad nim.

kategoria dusza. adres wpisu. RSS feed for this post. zostaw trackback.

7 Responses to 11.09 i co?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Swedish Greys - a WordPress theme from Nordic Themepark.