head.log

dla wszystkich, lecz nie dla każdego | Krzysztof Kudłacik

11.09 i co?

Nie chciałem za bardzo pisać o rocznicy ataku terrorystycznego na USA. Śmierć niemal 3 000 ludzi była wielką tragedią dla ich rodzin, przyjaciół i znajomych. I to trzeba uszanować. Jak każdą inną tragedię na świecie (!). Ale wg mnie to na tyle. Nie chciałem pisać o 11.09.2001r. w Nowym Jorku, ponieważ wokół tych wydarzeń dominuje ton, który mi nie odpowiada: otóż nie zgadzam się na traktowanie tej sytuacji w sposób wyjątkowy – tak, jakby śmierć tych ludzi miała jakąś uniwersalnie wyjątkową jakość moralną. Sądzę, natomiast, iż ich śmierć – straszna i niepotrzebna – była tak samo ważna, doniosła, jak każda inna podobna tragedia niosąca śmierć. Przecież ilość nie przechodzi tu w jakość! Nie popadajmy w paranoję! Niemal codziennie media donoszą o rzeziach między jakimiś Tutsi i Hutu, spadających samolotach, wykolejonych pociągach, wyżynaniu Chrześcijan przez Muzułmanów, czy przymusowej sterylizacji Indian lub Tybetańczyków .. itd. itp.

Do czego zmierzam? Do raczej prostej konstatacji: 11.09.2001r. byliśmy świadkami zdarzenia lokalnego – ściśle amerykańskiego i totalnego spektaklu medialnego. Takich wydarzeń nie trzeba nabożnie czcić na całym świecie. A tak właśnie można odbierać to, czego jesteśmy świadkami np. w Polsce. Pod względem ludzkiego wymiaru tej tragedii Amerykanów nic nie wyróżnia od innych ofiar na świecie (terroru politycznego, zbrojnego, religijnego). To ich lokalna tragedia. A wielu ludzi – kierując się w końcu szlachetnymi pobudkami (współczucie itd.) dało się zwieść iluzji medialnej, która unosi się nad strefą zero. Mnie to smuci. Nie widzę powodu do nadmiernego zwracania uwagi na Amerykę zamiast na nasze, lokalne utapienia. Bardziej jestem zainteresowany tym, czy w najbliższym tygodniu odwiedzi naszą ulicę młoda kobieta z dwojgiem dzieci, która cicho i wręcz z poczuciem wstydu będzie prosić o jedzenie dla 7 letniej córki i 9 letniego synka. I nie będzie chodzić od domu do domu – bo wie, że nie wszyscy ją wspomogą: przyjdzie tylko do trzech domów na ulicy. Dlaczego tak wielu ludzi odwraca swoją uwagę od własnej ulicy i wykonuje zbędne gesty wobec czegoś, co ich całkiem nie dotyczy? Czemu tak wielu stać na gesty wobec grupy nowojorczyków, a nie robią tego samego np. wobec ofiar czysteg religijnych w Azji Południowo-Wschodniej (np. Jawa, czy Sumatra)? Przyczyna jest oczywista: grupa szaleńców uderzyła w serce demokracji telewizyjnej – tym razem CNN nie musiał prznosić swych kamer nad Zatokę Perską. I nic ponadto. Kolejny przejaw wyzuwania nas z rozsądku przez telewizję.

Nie chcę być źle zrozumiany. Atak na WTC miał wymiar polityczny, militaryny, ale przede wszystkim medialny i światopoglądowy. I tym razem powtórzę moją poprzednią ocenę sytuacji – Amerykanie czują się dotknięci nie tylko pod względem wojskowym, czy humanitarnym, ale przede wszystkim światopoglądowym – to był atak na ich styl życia. W całości potwierdził to w swoim przemówieniu prezydent USA. A amerykański konsumpcyjny styl życia w żaden sposób nie powinien rościć sobie pretensji do uniwersalności. Nie użalajmy się nad nim.

Sprawiedliwość - ale czyja? arrow-right
Next post

arrow-left Telefony dzwonią dzyń, dzyń
Previous post

  • jarek

    14 stycznia 2004 at 19:28 | Odpowiedz

    W zasadzie zgadzam się z Twoją opinią, aczkolwiek mam dwie refleksje:) dopiero po tym tragicznym zdarzeniu nowojorczycy zdali sobie sprawę z bycia Amerykanami, uprzednio uważając się za kogoś lepszego) "Amerykański konsumpcyjny styl życia" dotyczy przede wszystkim dużych metropolii, zupełnie odmienne życie wzajemnej życzliwości toczy się w prawdziwej Ameryce, przekonują mnie o tym wszelkie artykuły dziennikarzy podróżników nieamerykanów w National Geographic i nie tylko…

  • chlip

    14 stycznia 2004 at 19:29 | Odpowiedz

    amen.

  • Atena

    14 stycznia 2004 at 19:29 | Odpowiedz

    Jest jednak coś, co różni tragedię 11-09-01 od innych. Nie zginęło 100 Amerykanów, tylko 3.000 osób różnej narodowości, których jedynym grzechem było znalezienie się np. w nieodpowiednim samolocie. Ale oczywiście wymiar tego zauważa się dopiero, gdy odetnie się od politycznego syfu.

  • jarek

    14 stycznia 2004 at 19:30 | Odpowiedz

    Nie bardzo rozumiem kontekst użytego słowa "… grzechem". Ludzie, którzy zginęli byli niewinnymi ofiarami, więc "ich bez grzechu się to dokonało".

  • kshychu

    14 stycznia 2004 at 19:30 | Odpowiedz

    Owszem – jest różnica między metropolią amerykańską, a prowincją. Chyba jak wszędzie. Zgoda. Zauważcie jednak fakt, iż poza bolesnym uzmysłowieniem sobie, co we współczesnym świecie znaczy "być amerykaninem", to <b>niewiele ponad to się stało</b>. Pytanie; czy spotkaliście się się z jakąś refleksją nad <b>przyczynami</b> tych zdarzeń? Czy Amerykanie mają tu jakieś ciekawe spostrzeżenia? Czy wiedzą już – w końcu minął rok – <b>dlaczego ich zaatakowano</b>? Chyba jednak <b>nie wiedzą</b> o co tu chodzi. Jak była/jest ich reakcja – chyba tylko zbrojna. Czyli twardogłowa w sensie ścisłym. Ważne: mnie nie chodzi o to, aby Amerykanie sypali popiół na swoje głowy. Broń Boże! Ale dobrze byłoby na rzecz spojrzeć z innej perspektywy. Nie bronię terrorystów – muzułmanów. Wręcz przeciwnie. Zachowajmy tu dystans i ostrożność.

  • Jarek

    14 stycznia 2004 at 19:32 | Odpowiedz

    Nie wiem jakie są odczucia wszystkich Amerykanów. Zastanawiam się nad czym innym. Dlaczego zaatakowano Amerykę? W moim odczuciu Europa jest znacznie bardziej zepsuta, izolacyjna i antyświatowa… Jednak po raz kolejny Europa wewnętrznie skłócona, udaje sojusznika Osi Dobra (Oś Dobra za ministrem spraw zagranicznych RP), w rzeczywistości nie respektując rozwiązań ograniczających handel bronią z terrorystami i stronami walczącymi we wszelkich konfliktach chociażby podczas wojny w byłej Jugosławii: Francja, Niemcy, Rosja… Z drugiej strony Europa śpi spokojnie, bo jakby co to mają jej bronić Amerykanie, tak przynajmniej uważa Europa… Piszę to jako Europejczyk, którym się czuję.

  • kshychu

    14 stycznia 2004 at 19:33 | Odpowiedz

    W jednym bezwzględnie się zgodzę. Sytuacja o której mowa <b>kolejny raz</b> pokazuje bezsiłę Europy. Ale to już jest tylko fakt. Nie ma się co użalać – jesteśmy (jako europejczycy) na łasce Światowego Policjanta.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *