Dzięki systemowi i Castellaniemu polscy siatkarze odpadają

Niestety obawy, które wyraziłem na tym blogu dwa miesiące temu – żółta kartka dla Castellaniego i siatkarzy – okazuje się prorocza. Wczoraj praktycznie zaprzepaściliśmy nasze szanse w siatkarskim mundialu. Odpowiedzialność za to spada na trenera kadry Castellaniego i skorumpowany system rozgrywania Mistrzostw Świata ułożony, aby promować drużynę Włoch. Jeśli mam ważyć te dwie przyczyny, to w mojej ocenie jest to klęska argentyńskiego trenera polskiej reprezentacji. Znał chory system rozgrywania MŚ i powinien podłożyć się – przegrać jeden lub dwa mecze w pierwszej fazie. Osobiście byłem zresztą co do tego przekonany: iż publiczne wypowiedzi Castellaniego i siatkarzy – że będziemy wygrywać i nie podłożymy się – to tylko zasłona dymna. Byłem w błędzie!

Mam przeczucie graniczące z pewnością, że skutkiem powyższej sytuacji będzie kolejny medal Mistrzostwa Świata dla Raula Lozano.

Mecz z Brazylią obnażył nasze słabości: brak przyjęcia i nieskuteczność w zagrywce. Więcej – te wady polskich siatkarzy są takie same, jak za czasów, gdy triumfowała polska myśl trenerska w osobach I.Mazura, czy W.Wspaniałego! Ironia losu! Jednak właśnie nasz zeszłoroczny zasłużony triumf w Mistrzostwach Europy rozgrywanych w tureckim Izmirze pokazał, że jak dobrze przyjmiemy piłkę, to umiemy skutecznie i w urozmaicony sposób zaatakować – oraz: nasza skuteczna zagrywka odrzucająca przeciwnika pozwala ustawić blok i punktować. Niby takie to wszystko proste, a jakże trudne w realizacji. To także było widoczne jak na dłoni, gdy mecze w Lidze Światowej z Niemcami przegrywaliśmy, bo nie odbieraliśmy atomowych zagrywek np. Grozera. Wczoraj Murillo wygrał mecz przeciw Polsce. Wystarczyło, że upolował Kurka w przyjęciu. Nawet dość przeciętnie rozgrywający Bruno wtedy wystarczył. W meczu z Brazylią w drugim secie w okolicach pierwszej przerwy technicznej uświadomiłem sobie, iż mecz jest przegrany.

W czym zawinił Castellani?

Według mnie tym, co wskazałem wcześniej – nie potraktował poważnie Ligi Światowej i straciliśmy okazję na konfrontację z najlepszymi. W takich konfrontacjach można wyłonić podstawową szóstkę. A to stało się wiele tygodni później po dość marnych występach w Memoriale Jerzego Huberta Wagnera i potem w sparingach z Brazylią i Kubą. W efekcie mieliśmy: Winiarskiego, który falował formą, Zagumnego, który był niezgrany ze środkowymi, Wlazłego, który jest cieniem dawnego fenomenalnego zawodnika niezdolnym do wydajnej zmiany Gruszki, nadmiernie eksploatowanego Kurka, niestabilnego w przyjęciu Bąkiewicza. Mówiąc krócej: nie mamy sprawdzonej szóstki i dwóch-trzech pewnych w grze  zmienników (atak, przyjęcie).

Drugi kardynalny błąd Castellaniego, to – o zgrozo, co ja piszę! – wygrywanie meczy w pierwszej rundzie. Skutek będzie łatwy do przewidzenia: dziś wygramy (zapewne po zaciętym pojedynku) Bułgarię, a w sobotę Bułgarzy z Brazylijczykami odprawią nas do domu. Miałeś chamie złoty róg, ostał ci się jeno sznur.

Ale może się mylę? Więcej: chcę się mylić.

Jakie są głębsze przyczyny tego złego stanu polskiej reprezentacji? Widzę dwie. Pierwsza to przesadzone mniemanie o stanie polskiej siatkówki – myślę głównie o lidze. Nie mamy tu żadnych znaczących osiągnięć: nie gramy w Final Four, czy Final Six. Jeśli już to jako organizatorzy – właściciel Skry Bełchatów jest na tyle bogaty, aby kupić organizację finałów, ale na tyle ślepy czy krótkowzroczny, że nie pozwala swoim siatkarzom na boisku udowadniać przewag w grach eliminacyjnych. Tu właśnie kupujemy pracę magisterską zamiast ją samodzielnie napisać – że użyję słów Piotra Gruszki. Druga to dominacja jednego zespołu w rozgrywkach krajowych – mamy jeden dream-team w Bełchatowie i mimo dużych wysiłków w Rzeszowie, czy Kędzierzynie niewiele się tu zmienia. Jakie to ma efekty uboczne? Ano takie, że np. taki Wlazły i Możdżonek powinni od czterech lat grać we Włoszech lub Rosji, że Kurek właśnie powinien pakować walizki do Mistrza Włoch, że Winiarski powinien przedłużać kontrakty za granicą zamiast wracać do Polski i grać na 25% swoich możliwości. Niby się otwieramy na inne kraje i szkoły – mamy obcokrajowców wśród trenerów (świetny Travica), mamy paru zawodników zza granicy. Nawet całkiem niezłych: Abramow, Akhrem, Yudin… Ale to jest jednak drugi garnitur. Z całym szacunkiem dla ich umiejętności. Nawet tegoroczne nabytki Resovii – Cernic, Grozer, czy Millar niewiele wnoszą. Cernic i  Millar są na progu emerytur sportowych. Tylko Grozer może wnieść nową jakość. Nie okłamujmy się – wspomniani obcokrajowcy grają w Polsce, bo nasze kluby stać na ich zatrudnienie, a nie dlatego, że nasza PlusLiga jest czymś więcej niż trzecią ligą w Europie.

Na koniec jedno chcę podkreślić. Nasi siatkarze chcieli wczoraj wygrać z canarinhos – mieli wolę walki. Poza samymi chęciami mają umiejętności. Jednak wczoraj ich nie pokazali. Miało być tak dobrze, a wyszło jak zwykle. Szkoda.

publiczna chłosta kobiet w Islamie arrow-right
Next post

arrow-left cytat tygodnia, s.Chmielewska
Previous post

  • zorro

    1 października 2010 at 10:17 | Odpowiedz

    Jedyna szansa dla naszych to dziś wygrać z Bułgarami, a następnie liczyć, że Brazylijczycy poważnie potraktują Bułgarów w meczu sobotnim. Niestety, duch sportowy na tych mistrzostwach jest na dalszym planie, a liczy się jedynie boiskowe cwaniactwo. Jak widzę zestawienia innych grup to mnie szlag trafia w co nasi wdepnęli.

  • empiryk

    1 października 2010 at 10:56 | Odpowiedz

    Wygrać i to zdecydowanie oraz liczyć na wygraną Brazylii. Czyli ktoś inny będzie decydował i naszym losie. Jak widać po moim wpisie, to nie liczę na zbyt wiele. Czuję, że odniesiemy kolejną chwalebną przegraną

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *