cała uwaga na Turcję

Być może niektórzy się domyślają – nie będę teraz pisał o tym, iż Turcji nie wolno przyjmować do Unii Europejskiej z powodu Islamu. Choć to prawda. Napiszę parę uwag o siatkarskich Mistrzostwach Europy, które dziś starują w Turcji. W grupie z Francją, Niemcami, Turcją będą grali polscy siatkarze pod wodzą D.Castellaniego. Co do tego czempionatu mam w zasadzie same obawy. Bowiem o naszej reprezentacji niemal nic pewnego powiedzieć nie można. I to właśnie dramatycznie poszerza margines ryzyka.
Naprawdę nie wiem, na co nas stać?

Mamy bowiem trzy główne podstawy do oceny. Najpierw Liga Światowa. Świadomy eksperyment i poszukiwanie optymalnego składu, ocena dyspozycji zawodników oraz ich potencjału w określonych ustawieniach. Gdybyśmy mieli silny zespół, to gralibyśmy w finalne LŚ w Serbii. Brakło nam dwóch zwycięstw – zapewne nad Finlandią, która niemiłosiernie złoiła nam skórę (3-1 w czwórmeczu).
Druga sprawa to brak strzelb w ataku – kontuzja Wlazłego, potem Winiarskiego, w końcu Świderskiego. Właśnie turniej światówki jasno unaocznił nam, że pupil Castellaniego kreowany na następcę Wlazłego – Kuba Jarosz – nie spełnia pokładanych w nim nadziei. Nie pamiętam, aby zagrał mecz od początku do końca. Marcel Gromadowski – zmiennik Jarosza – sportowo lepszy od Kuby, cierpli na jeden podstawowy niedostatek: Castellani woli Jarosza. Tak oto grzejący ławę przez cały sezon Jarosz wypiera, regularnie grającego i punktującego we włoskiej lidze Gromadowskiego.
Bardzo w tej sytuacji liczyłem na Winiarskiego. Niestety szybko się okazało, że skrajnie eksploatowany zawodnik Mistrza Włoch jedyne, co może zrobić po zakończeniu włoskiej ligi, to lizać rany. Tym bardziej szkoda, iż jest to być może najlepszy w Europie siatkarz na swojej pozycji. Zawodnik kompletny pod każdym względem. Także mentalnym – co przy eksperymentalnym składzie polskiej reprezentacji jest wartością kluczową. To urodzony wódz. Niestety obecnie wódz na tarczy.
Drugim tak silnym mentalnie zawodnikiem jest Sebastian Świderski. Pechowo dopadła go poważna kontuzja, która na dokładkę zapewne zakończy jego karierę zawodniczą na europejskim poziomie. Starta nie do odrobienia.
Trzecia sprawa to ostatnia seria 11 zwycięstw polskich siatkarzy. Skoro jest tak dobrze, to dlaczego jest tak źle? Ponieważ to są zwycięstwa w meczach niskiej rangi, towarzyskich. Zgoda – pomijając turniej eliminacyjny do Mistrzostw Świata 2010. Eliminacje miały pierwszorzędne znaczenie, bo ich przegranie w praktyce eliminowałoby nas z czołówki światowej. Sportowo jednak nie mieliśmy tam poważnych przeciwników. Tacy przeciwnicy – aktualni Mistrzowi Europy Hiszpanie, odradzający się Włosi, Serbowie, którzy kilka dni wcześniej grali z Brazylią w finale LŚ, czy też Chiny, które w ostatnich trzech latach wykonały w siatkówce postęp na skalę galaktyczną – byli w towarzyskim turnieju Memoriału Jerzego Huberta Wagnera. Wygraliśmy Memoriał bezapelacyjnie. Co mnie zatem napawa troską? To, że Serbom wyraźnie brakowało motywacji. Owszem, trochę posparowali i na tym ich zaangażowanie się zakończyło. Jeśli ktoś zastanawia się, jak gra zaangażowana reprezentacja Serbii, to powinien obejrzeć finałowy ich mecz z Brazylią w Lidze Światowej. Hiszpanie okazali się cieniem zespołu, który zdobywał laury europejskie przed dwoma laty. Brak im zespołowości, zgrania, poszczególni zawodnicy mają sinusoidalne wahania formy. Nie wierzę, że dziesięć dni między Memoriałem, a Mistrzostwami Europy pozwoli im się pozbierać do kupy. Oczywiście dopuszczam wariant, iż na ME Hiszpanie wejdą w rytm turniejowy i z meczu na mecz grać będą lepiej. W mojej ocenie szanse na to są dość niskie. Jedynie Włosi byli w formie w jakiej powinni być przed mistrzostwami starego kontynentu. Wygraliśmy z nimi finał Memoriału. Wygraliśmy bez specjalnego trudu kontrolując przebieg meczu. Włochom ciutkę brakowało do nas w każdym elemencie siatkarskiego rzemiosła. Ale właśnie ta ‚ciutka‚ może przyjść właśnie na finały w Turcji. Zobaczymy.
Memoriał Wagenera nie dał jasnej odpowiedzi, czy nasza przyzwoita forma została ustabilizowana na tyle, aby walczyć o europejskie medale? Mamy atuty – dobry blok, więcej niż dobrą współpracę blok-obrona, niespodziewanie dobre przyjęcie. Castellani wierzy, że braki w ataku (skrzydłami lub środkiem) uda się nadrobić w innych elementach. Mnie pozostaje jedynie ufać, iż trener kadry ma rację. Jednak moje zaufanie nie ma tu nic do rzeczy. Castellaniemu bowiem ufam w stopniu bardziej niż ograniczonym. Ufam tylko własnym oczom.

ps #1, Polska-Francja

Z Francją zawsze grało nam się trudno, jednak to, co zobaczyłem wczoraj w telewizorku, wprawiło mnie w panikę i osłupienie. To był jeden z najgorszych meczy polskiej reprezentacji w ostatnich tygodniach. Na szczęście wygraliśmy. Widziałem wczoraj pojedynek Niemiec z Turcją – Niemcy też grali mocno przeciętnie. Ratowała ich obecność Schoepsa. W tym kontekście widać jasno – ewentualne uspokojenie nastąpi po dzisiejszym meczu z Niemcami.

ps. #2, drobne andrychowiana

Przypomniał ten fakt wczoraj jeden z komentatorów Polsatu – że pierwszy medal Mistrzostw Europy dla Polski zdobyła w 1967 roku reprezentacja pod wodzą Tadeusza Szlagora, andrychowianina. Miasto pamięta o tej słynnej postaci – nadano jego imię hali siatkarskiej zlokalizowanej w centrum miasta. Tej samej hali w której występowała Małgorzata Glinka u progu swojej zawodowej kariery – reprezentowała wtedy barwy lokalnej drużyny DickBlack (sic!).

ps. #3, Polska-Niemcy

Niespodzianek nie było. Być może poza jedną, która może mieć poważne znaczenia w następnych meczach, w drugiej rundzie. Fatalne rozegranie Zagumnego. Najczęściej piłki szły za szybko i nie w punkt – niesamowicie często wrzucał atakujących w siatkę.

Niesamowicie irytuje mnie amatorszczyzna realizacji transmisji z Turcji. Czy Turcy nie mają pojęcia o tym, jak pokazywać mecz siatkarski? No nie mają! Ciągłe zbliżenia na detale, które nie mają znaczenia dla akcji. Szersze ujęcia, które polegają na bieganiu obiektywem za piłką, bo ona ciągle jest poza kadrem. Fatalne dobrania punktów filmowania – np. z samej podłogi, gdy wysoko nad siatką odbywa się atak. Tylko czasami udają się powtórki, które mają służyć ocenie, gdzie spadał piłka – nieliczne są takie, że faktycznie będzie widać, gdzie piłka padła, bo najczęściej ujęcie powtórkowe jest z nie tej kamery, która mogła pokazać dobrze ten fragment boiska. Dramat. Zwyczajnie dramat. Dzięki Bogu, że jest komentator, który obserwując na żywo na sali mecz powie do mikrofonu, jak zakończyła się akcja, bo turecka telewizja pokazuje coś zupełnie innego.

kategoria varia. adres wpisu. RSS feed for this post. zostaw trackback.

One Response to cała uwaga na Turcję

  1. Pingback: medal na wyciągnięcie ręki? | varia

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Swedish Greys - a WordPress theme from Nordic Themepark.