Oto czytam newsa, że Terry Jones – pastor protestancki z Florydy – w ramach obchodów rocznicy terrorystycznego ataku 11 września postanowił dokonać publicznego spalenia Koranu. Jak dla mnie: nic niezwykłego – zwykły gest polityczny. Media są pełne nagrań, jak to dzikie tłumy na ulicach miast arabskich palą flagi USA, Izraela, palą kukły obrazujące przywódców obcych państw, depczą je na bruku itd. Na tym tle Jones – mający ok. pięćdziesięciu parafian – ze swoim zwykłym spaleniem Koranu to mały piesek pokojowy, który puszcza bąka w salonie.
Zdumiało mnie w tym trzeciorzędnym incydencie co innego: reakcja władz.
Czytaj dalej
A w zasadzie billboard. Gdzieś na ulicy Stołecznego Miasta Królewskiego Krakowa.

kobiety nie chcą równych praw
Jak się okazuje, Kovy miał rację – to jest kampania BZWBK:

kobiety chcą więcej
Najpierw Piotrek Gruszka na plakacie z akcją społeczną. Billboard pojawił się natychmiast po zakończonych sukcesem polskich siatkarzy ME. Zapewne sprawa była zaplanowana i przygotowana wcześniej, ale jeżeli tak, to tym bardziej było to trafienie w 10.

Gruszka na billboardzie
Czytaj dalej
Mniej więcej raz w tygodniu przyjmuję do organizmu jakiś dostępny power-drink. Im bardziej badziewny i mniej znany, tym lepiej. Dziś trafiłem w sklepie na dwie puszeczki jedna obok drugiej – jedna dla kiboli Cracovii, druga dla kiboli Wisły Kraków. Tych ostatnich było już niewiele, kupiłem w zasadzie ostatnią puszkę.
Oświecił mnie kolega bardziej biegły w topografii klubowej – Bronowice, gdzie mieści się sklepik z płynami energetyzującymi to teren Wisły….
Dodam dla jasności, że obydwa płyny są produkowane u jednego i tego samego producenta. Ciekaw jestem, czy ten patent sprzedażowy sprawdza się?

power drink dla Cracovii i dla Wisły

oblicza miasta, Andrychów, kuźnia
To jedne z najdziwniejszych zakątków Andrychowa – ul.Niecała, a na jej końcu kuźnia. Tak, prawdziwa kuźnia, już nieczynna. Nie wiem, kiedy zaprzestała działalności, ale jeszcze w latach 70tych była czynna. Jak widzę, pozostawiono ją w nienaruszonym stanie do dziś. Ulica przy której jest kuźnia nazywa się Niecała, bo faktycznie jest niecała – kończy się nagle na kanale burzowym, zaczyna przy głównej ulicy miasta, czyli przy ul.Krakowskiej. Niecała ma jakieś 150 m, od Krakowskiej można nią dojść do ul.Brzegi.
Jakiś tydzień temu odbył się bodaj drugi Piknik Romski. Tym razem został zlokalizowany na właściwym miejscu, czyli na Placu Mickiewicza, gdzie odbywają się podobne imprezy plenerowe. Chciałem tam zrobić trochę ulicznego dokumentu, ale czas trwania pikniku zbiegł się z finałem siatkarskiego Memoriału Huberta Wagnera, gdzie polska reprezentacja grała z Włochami. łatwo się domyślić, które wydarzenie wzięło górę
Na Plac Mickiewicza dotarłem późno, pod sam koniec imprezy. W zasadzie obejrzałem tylko jeden występ jakiegoś zespołu na estradzie oraz fragmenty pokazu tańca hip-hop i na koniec fragment pokazów turniejpowego kick-boxingu.
Sam występ zespołu, którego nazwy nie zapamiętałem specjalnie mnie nie poruszył. Jednak wśród występujących na estradzie zauważyłem prawdziwą iskierkę – małą dziewczynkę z jasnymi włosami i jasną karnacją. Żywe srebro – jak się mawia u mnie na wsi. Poniżej kilka jej ujęć.
Czytaj dalej
Autor: empiryk
Umieszczone w obyczaje
Etykiety: Bielsko-Biała, Hummer, Kacper, marines, militaria, parada, rodzina, rozrywka, tankietka, ulica, vietcong, wojna, wojskowość, zabawa
3 sierpnia 2009 @ 11:30
Operacja Południe to kryptonim corocznej imprezy – zlotu miłośników militariów i pojazdów wojskowych. Bodaj po raz dziewiąty imprezę gościło Bielsko-Biała. Sprawa jest nader sympatyczna: zjeżdża się cała fura pojazdów wojskowych z różnych epok wraz z masą fanów militariów ubranych w wojskowy rynsztunek z epoki. Kilkadziesiąt pojazdów – od rowerów Policji z II Rzeczypospolitej, do współczesnych ciężkich pancernych – oraz kilkuset umundurowanych ludzi, fanów militariów.
Cała impreza zaczyna się w piątek (rejestracja uczestników, rozlokowanie) a finalne wydarzenia mają miejsce w sobotę i niedzielę. Zwykle centrum i baza znajduje się na bielskich błoniach, gdzie są pokazy inscenizacji historycznych, gdzie w warunkach niemal poligonowych można się przejechać łazikiem, skotem, albo nawet czołgiem. Co prawda, czołgu w tym roku nie było, ale pojawiło się kilka pojazdów gąsienicowych – transporterów opancerzonych, a grupa fanów przywiozła na wielkiej drogowej lawecie dwie tankietki oraz jakiś mały czołg w fazie renowacji (kadłub z kołami, bez wieżyczki i gąsienic).

tankietka na lawecie
Zawsze są też jacyś pasjonaci z zagranicy. Pamiętam, że dwa lata temu były pojazdy z Holandii! W tym roku byli też zagraniczniacy, a mnie rozczulili Czesi, którzy przyjechali wielkim wozem bojowym strażackim (na zdjęciach niżej).

Czesi z wozem strażackim
Czytaj dalej