Urlop postanowiliśmy spędzić na wyjeździe. Skromnym, ale takim, który nas zadowoli. Wybraliśmy się przez Rzeszów do Przemyśla, a dokładniej na wieś 8 km na południe – do Dybawki. Znaleźliśmy tam dobrą ofertę z gospodarstwa agroturystycznego – całość załatwiliśmy telefonicznie, robiąc rezerwację chyba tydzień wcześniej. Trasę podzieliliśmy na dwa etapy – najpierw dojechaliśmy do Rzeszowa, gdzie u szanownego szwagrostwa przenocowaliśmy, aby następnego dnia ruszyć w dalszą drogę przez Łańcut do Przemyśla i Dybawki.
Zwykle trasę z Andrychowa do Rzeszowa skracam – jadę przez Kalwarię Zebrzydowską, Sułkowice, Myślenice, Dobczyce do Bochni, gdzie wjeżdżam na trasę już prosto do Rzeszowa. Niestety w okolicach Dobczyc natknęliśmy się na spore roboty drogowe. A następnie okazało się, że przejazd przez Winiary na Gdów jest niemożliwy. Drogowskaz kierował nas dość enigmatycznie na Wieliczkę. Cóż było robić … poznaliśmy uroki polskiej krainy w okolicach Wieliczki. Dopiero w tej ostatniej wjechaliśmy na trasę prowadzącą do Bochni. Ten cholerny objazd kosztował nas oprócz zdrowia także jakąś godzinę czasu.
Czytaj dalej
W 2009r. wybrałem fatalną metodę konsumowania urlopu. Rozdrobniłem się na dwu, trzy dniowe kawałki. W efekcie nie było momentu w którym najzwyczajniej w świecie poczułem, że odpoczywam i relaksuję się. Taki urlop wyciekł mi między palcami i w efekcie na koniec roku miałem chyba tylko jeden dzień do wykorzystania w okresie Bożego Narodzenia i przełomu roku.
Fatalne rozwiązanie.
Ale w tym roku było inaczej. W tym roku też sprawdziłem nową metodę urlopu – na zakładkę.
Czytaj dalej
Odsuwałem napisanie tej notki, do końca roku szkolnego (tu: przedszkolnego), bo przecież nic nie wiadomo….
Od początku maja Kacper uczęszcza do przedszkola. Do swojej grupy. Tak! Do średniaków. Akurat zwolniło się tam jedno miejsce i weszliśmy z listy zapasowej. Jak pamiętacie zeszłoroczna próba wysłania dzieciaka do przedszkola skończyła się totalną klapą.
W trakcie (minionego) roku szkolnego jednak zwolniło się miejsce w grupie do której w 2009 zapisaliśmy naszego syna. Postanowiliśmy więc skorzystać z okazji i posłać Kacpra do przedszkola – pojawił się tam zaraz po majowym weekendzie.
Czytaj dalej
Ojciec znów miał wypadek. Wydziałem to na własne oczy. Wyglądało naprawdę źle.
Schodził z dachu garażu (wiata) przy pomocy drabiny. Pozbawione bieżnika i mokre buty uśliznęły na pierwszym, czy drugim szczeblu drabiny. Spadł głową w dół na betonowy chodnik z wysokości ponad 2 metrów.
Czytaj dalej
Od jesieni zeszłego roku co środę uczęszczam na firmową piłkę nożną. To minimum rekreacji, jakiej koniecznie potrzebuję – ruch bardzo pomaga na mój pokręcony kręgosłup i bardzo fajnie masuje serducho. Wspaniała rzecz. Co tydzień non stop półtorej godziny ruchu.
Bo tu chodzi o to, aby gonić króliczka, a nie złapać go. No, przynajmniej ja mam taką postawę – choć większość współzawodników jednak widzi w tym element rywalizacji i ma dla nich znaczenie wynik. Oczywiście chcą wygrać. Ja chcę tylko grać, co nie oznacza, że się oszczędzam – przeciwnie: daję z siebie, co mogę.
Czytaj dalej
Owszem, przeniosłem się z Ery do Play. Jak właśnie się okazało, nie jestem sam:
Według danych PTK Centertel saldo przyjścia/odejścia jakim wykazali się najwięksi operatorzy w 2009 roku w zaokrągleniu do tysiąca wygląda następująco: Play + 213 tys; Orange – 38 tys; Plus – 76 tys; Era – 101 tys. Jeśli chodzi o przeniesienie numeru klienci najczęściej wybierali: Play (220 tys); Orange (80 tys); Plus (62 tys); Era (47 tys) i mBank (3 tys)
Za Wirtualnemedia.
Dlaczego zmieniłem operatora GSM?
Czytaj dalej