Mój stan wojenny jest bardzo trywialny. To jest stan wojenny piętnastolatka z małej wsi. Mieszkaliśmy wtedy w Roczynach - czyli sypialni dla Andrychowa. Pierwszy mój kontakt z generałem Jaruzelskim i WRONą miałem przez ekran telewizora. Przypuszczam, że chciałem obejrzeć Teleranek i zamiast niego obejrzałem występ generała - zdrajcy narodu.

1c1342c752f4b58150f7e73aae339245

Bardziej realistyczne oblicze stanu wojennego zauważyłem dopiero parę dni później, kiedy pojechałem do Andrychowa. Do dziś pamiętam niezwykłe poruszenie pasażerów autobusu, kiedy z okien zobaczyliśmy ciężarówki i transportery opancerzone stojące przy wejściu do zakładów WSW Andoria. Ludzie z niepokojem pytali jeden drugiego, czy doszło do jakiejś strzelaniny lub aresztowań? A mnie zimne ciarki przechodziły falami po plecach. Strzelaniny nie było - aresztowania owszem.
Wojsko było chyba tylko przez Andorią. To raczej nie dziwiło. Andoria miała najsilniejszą organizację Solidarności, a jej załoga była głównie męska - zatem potencjalnie to było źródło oporu: być może nawet czynnego. Ponadto - obydwa największe zakłady Andrychowa: Andoria i Andropol - były dokładnie naprzeciw siebie przy tej samej ulicy, zatem w razie potrzeby wojsko mogło natychmiast interweniować w drugim przedsiębiorstwie. Andropol miał załogę kobiecą i tam przypuszczalnie nie było zagrożenia jakimś oporem.

Cały okres stanu wojennego niezbyt dokładnie wyrył się w mojej pamięci. W tym okresie jednak pierwszy raz zetknąłem się z podziemną Solidarnością. Stało się to za pośrednictwem mojego kolegi z technikum - Mariusza Sordyla. Jego (teraz już nie żyjący) ojciec był czynnym działaczem 'S' - o ile pamiętam był internowany w początkach stanu wojennego. Wtedy zacząłem bywać na spotkaniach z różnymi aktywistami 'S' - były to głównie spotkania o charakterze edukacyjnym: omawiano rozmaite wydarzenia z historii Polski, które w oficjalnym - głównie szkolnym - przekazie były przez rządzących komunistów fałszowane lub przeinaczane. Na takich spotkaniach mieliśmy też szanse otrzymać różne wydawnictwa drugiego obiegu. Niestety, nie było tego wiele - musieliśmy sobie przekazywać broszury z ręki do ręki.

Druga rzecz, którą zapamiętałem z okresu stanu wojennego to było wyczekiwanie na samo jego zakończenie. Ja za diabła nie byłem w stanie pojąć, czemu to trwa tak długo? Jakie to warunki muszą być spełnione, aby - rzekomo legalnie można było stan wojenny odwołać. Niesamowicie drażniąco wpływała na mnie obecność mundurowych komisarzy w telewizji. Odbierałem to jako coś kompletnie nie przystające do sytuacji rzeczywistej: jako obce i wrogie.

Widocznie jako skutek propagandy w mediach mam dość wiele śladów pamięciowych z niejakim Janem Dobraczyńskim - przewodniczącym Patriotycznego Ruchu Odrodzenia Narodowego, czyli marionetkowej organizacji wspierającej zdrajcę Jaruzelskiego.
Tak, tak to ten Dobraczyński - tak żywo promowany do niedawna przez byłego ministra Giertycha.
Piękna ilustracja związków między ciasnym nacjonalizmem a komunizmem.

Nie miałem w czasie stanu wojennego okazji zobaczyć w akcji ZOMO lub innych formacji do zwalczania manifestacji ulicznych. W Andrychowie nie było żadnych manifestacji. ZOMO ubrane w bojowe wdzianka, strzelające gazem łzawiącym i polewające tłum zobaczyłem na żywo dopiero w 1988 r. w Krakowie ... ale to już inna bajka.

Cały okres stanu wojennego i jego główni animatorzy stali się dla mnie z czasem ilustracją wielu charakterystycznych punktów w dziejach Polski. Jaruzelskiego uważam za zdrajcę narodu polskiego, osobę nie godna noszenia munduru oficerskiego. Stan wojenny jest dla mnie ilustracją tego, jak obce mocarstwo tłamsi Polaków rękami innych Polaków.
Jestem też przekonany, iż stan wojenny nie zakończył się 22.07.1983r. - stał się on początkiem społecznej i cywilizacyjnej ery zlodowacenia, która trwała i wyniszczała tkankę społeczną do 1989 roku.
To właśnie w tych latach wykształciło się wiele z moich podstawowych przekonań politycznych - z antykomunizmem na czele. Wiele życiowych decyzji podjąłem właśnie w tamtych okolicznościach i pod wpływem opisanych wyżej przekonań. Przykładowo - postanowiłem o kierunku studiów. Na przełomie 1985/85 nic nie wskazywało na to, że komunizm - w ogólności w ogóle się zakończy, że upadnie! I dlatego jako młody maturzysta postanowiłem wejść na drogę, która będzie zwalczać komunizm. Byłem przekonany, iż metoda pracy u podstaw - z młodzieżą - jest najlepsza. Dlatego chciałem zostać nauczycielem. Ta decyzja jest prostą konsekwencją stanu wojennego.
Nie byłem wyjątkiem co do takiego pojmowania sytuacji w Polsce. Stan wojenny nie tylko na mnie tak wpłynął. Niemal te same motywy miał wspomniany już mój kolega Mariusz. Ten wstąpił po maturze do Wyższej Oficerskiej Szkoły Wojsk Pancernych w Poznaniu. On nie chciał, aby powtórzyła się sytuacja kiedy polska armia wychodzi na ulice przeciw swoim rodakom. Jego motywacja była jeszcze silniejsza, bo jego starszy brat już ukończył tą uczelnie.
ps. Przypomnę drobny smaczek: właśnie poznańscy pancerniacy okryli się złą sławą w 1956 r. kiedy wyszli przeciw buntującym się robotnikom Cegielskiego i innych fabryk.