Ostatnio mniej pisze na blogu. Nie dlatego, że mniej sie dzieje w życiu codziennym - nic takiego. Zwyczajnie: mam mniej czasu. ten czas jest dzielona (jak wcześniej) między rodzinkę - weekendy są dla niej, prace i fotografowanie. To ostatnie wysysa czas, który dotąd był dedykowany blogowi.
Wraz z rozpoczęciem nowego sezonu foto powróciłem do zabawy w fotografowanie. Owszem: mówię celowo o sezonie, ponieważ interesuje mnie głównie fotografowanie przy świetle naturalnym (zastanym). Jakiś czas temu zatem przywróciłem w nowym kształcie pozycję w menu głównym: http://born66.net/fotografie/ - oczywiście zaparaszam do oglądania ;)
Generalnie zamieściłem tam rzeczy nowe, z ostatnich (może) dwóch miesięcy. Obecnie skupiam się na ludziach i portretach. Sporą motywację czerpię od znajomych - głównie roodej i Radzia. Mowa jest o motywacji, bo akurat tematycznie to idę jakimiś swoimi krętymi ścieżkami. Mam w planie, żeby za rok lub dwa robić naprawdę dobre zdjęcia. Teraz się uczę. A to wymaga czasu - jak może stwierdzić każdy, kto choć raz usiłował wejść głębiej w temat. Trzeba przeglądać jakieś fora dyskusyjne, czytać różne zasoby, a przede wszystkim oglądać, oglądać i oglądać. Nie zapominając naturalnie o samej praktyce :)
Kwestia for dyskusyjnych jest podobna do galerii internetowej w której prezentuje się prace do oceny przez innych. Wedle mojej oceny sprawa kluczowa to to, czy dane forum, galeria - lub całkiem ogólnie: społeczność - rzeczywiście umie rzeczowo pomóc. A to sprawa trudna i nie spotyka się jej za często. Najczęstszym modelem zachowania w różnych galeriach jest przelotność i podawanie ocen bez uzasadnienia. Podobnie jak w barze szybkiej obsługi: jednym smakuje zupa pomidorowa, a innym ogórkowa. Jak ktoś ocenia zdjęcie pisząc: kicha! lub rewelacja! - to żadna z tych opinii niczego nie wnosi i nie powala ci robić lepszych zdjęć. Wydaje mi się, że tak właśnie jest w tych najbardziej popularnych serwisach - plfoto.com jest sztandarowym przykładem.
Inna rzecz, którą zaobserwowałem to często spotykana skrajna egocentryzm niektórych autorów. Wielu z nich to jakieś straszne bufony, które przyjmują krytyczne opinie jako osobiste ataki na nich samych. Zupełnie nie rozumiem tej postawy. Oczywiście: robiąc zdjęcie i wystawiając je na widok publiczny muszę mieć chociaż odrobinę poczucia, że ono warta pokazania innym - więc jak komuś z publiczności ono się nie podoba, to mogę to odebrać jako przykre zdarzenie. Ale do diaska - trzeba mieć dystans do sprawy! Dystans to jedna z rzeczy najważniejszych. Sam się tego uczę.
Kiedyś po zrobieniu zdjęcia natychmiast, niecierpliwie chciałem go gdzieś wystawić, żeby inni mogli go obejrzeć. Obecnie działam całkiem inaczej - po zdjęciach przenoszę je do komputera i robię pierwszą, najprostszą selekcję: np. wywalając materiał popsuty (nieostry, przepalony etc.). I koniec, nic więcej. Wracam do zdjęć po jakimś tygodniu - kiedy emocje opadną. Wtedy jest drugi etap selekcji - pozbywam się materiału źle skadrowanego i nie rokującego nadziei. Wtedy dopiero zaczynam szukać zdjęć (cokolwiek to znaczy) udanych. Ta - już teraz pozytywna selekcja - sprowadza się do określenie, czy zdjęcie warto pokazać takim, jaki jest, czy też wymaga obróbki w komputerze. Innymi słowy - oddzielam zdjęcia do kreacji od zdjęć nie wymagających podobnych zabiegów.
Od razu wiąże się to z kolejnym przewartościowaniem, które dokonałem. Doszedłem do przeświadczenia, iż w dobie elektronicznej obróbki nie ma sensu jej unikać i szukać za wszelką cenę zdjęć, które już na starcie, same w sobie niosą wartość. I tak 99,98% zdjęć jest wynikiem przetwarzania elektronicznego. Ciemnię, studio i aranżację zastępuje fotoszop i format RAW. Z jednej strony zatem musiałem wrócić do Photoshopa (nie miałem z nim do czynienia od 1995 r.), a z drugiej zacząłem pracować z RAWami. Bez nich nie ma co liczyć na dobrej jakości pliki. W zasadzie .jpg może służyć tylko jako podgląd i próbka. Nic ponadto.
Rzecz jasna stopień kreacji - obróbki materiału jest zróżnicowany i zależy wyłącznie od wyobraźni oraz samego zdjęcia. Nie należy używać fotoszopa, jak to nie jest potrzebne. Ja sam w zasadzie korzystam z dwóch lub trzech operacji/akcji/wtyczek.
Inna całkiem rzecz to praca z ludźmi - modelkami i modelami. Są chyba dwa główne style - jeden to całkowicie anarchistyczny freestyle: idziemy do lokalizacji i pstrykami, co nam się tylko przyśni; drugi to praca ze scenariuszem: rozpisujemy poszczególne ujęcia, wyliczamy rekwizyty, planujemy których obiektywów użyć lub jakiej ogniskowej itd. Osobiście staram się stosować do tego drugiego podejścia. Ale wszędzie muszą być granice rozsądku: nawet jak mam kartę z rozpiską, to na miejscu, już w trakcie robienia zdjęć może wpaść doby pomysł na ujęcie - zatem należy to wykorzystać i już! Nie lubię zaskoczeń, stąd bazowanie na scenariuszu, nawet takim całkiem ogólnym.
Oczywiście bywają zaskoczenia: kilka tygodni temu miałem sesję, gdzie jedną z jej cześci miały być zdjęcia w opuszczonym szkielecie fabryki w Andrychowie. Byłem w tej fabryce jakieś 3 lata temu. Podjeżdżamy z modelką na miejsce, a tu zonk! Ktoś całkowicie rozebrał stalowe konstrukcje i zostały tylko betonowe pozostałości. Jak widać złomiarze mieli swoje 15 minut (no, może parę dni niż minut). A ja musiałem naprędce coś kombinować - wylądowaliśmy w efekcie na zdewastowanym przystanku kolejowym.
Jeszcze inna rzecz, która u mnie się przewartościowała: przestałem myśleć o sprzęcie, którego używam. Stał się on przezroczysty. Skupiam się głównie na kadrze lub pomyśle na zdjęcie i jak go zrealizować. Aparat, obiektywy, blendy, statyw etc. to tylko narzędzia, które pozostają poza kręgiem zainteresowania. Nie chcę jednak robić mylnego wrażenia - nie zaprzątam sobie głowy sprzętem, bo na moje obecne potrzeby mam stosowny sprzęt. nie zmienia to jednak faktu, że biorę aparat i robię zdjęcia bez myślenia, czy akurat ten a ten obiektyw w jakichś tam testach wypadł tak a nie inaczej.
Moja główna troska aktualnie to: pomysł na nowe zdjęcia i ich realizacja. Zacząłem od pracy z ludźmi, bo to, co najwyżej w fotografii cenię, to możliwość pokazania emocji. W makrofotografii nie ma emocji - jest w niej perfekcja techniczna. Natura i pejzaże także nie stanowią nośników emocjonalnych, choć często pokazują przepiękne zjawiska.
Kuszą mnie próby wejścia w street foto... ale jakoś jak dotąd nie znalazłem w sieci dobrego (polskojęzycznego) środowiska zajmującego się tym gatunkiem fotografii.
autor: empiryk, 30.05.2007, 12:30:54, 6, artykuł ma już:352 dni, 2 godzin, and 11 minut!