Czytając wpis Hadreta o Brzechwie aka Jan Wiktor Lesman, natychmiast przypomniałem sobie analizę filmu Krzysztofa Gradowskiego Akademia Pana Kleksa. Analizę w której Karolina Kosińska dowodzi, że film oparty na utworze Brzechwy jest propagandą m.in. homoseksualizmu, cyberpunka, narkotyków, faszyzmu, campu/glamu oraz pedofilii.
Fajne, prawda? Ale jak przeczytacie artykuł K.Kosińskiej, to okaże się, że faktycznie jest on spójny i brzmi bardzo rozsądnie. Inne pytanie: czy to wszystko prawda?

Weźmy przykładowe spostrzeżenia o filmie K.Gradowskiego. Homoseksualizm:

Pokutujący społecznie stereotyp homoseksualnego chłopca jest tu wyzyskany w pełni: wychowankowie Ambrożego Kleksa są androgyniczni ('lalusiowate pajace', jak twierdzi golarz Filip), delikatni, subtelni. Zawsze w obciskających drobne ciała ubrankach, z uładzonymi włoskami, nigdy nie biegają umorusani. Nawet gdy bawią się na podwórku, ich gry nie są brutalne. [...] Natomiast fascynacja ich (nierozwiniętą jeszcze, ale jednak) cielesnością przypomina quasi-homoseksualne wizje zabaw przedwojennych zgrupowań skautowskich wyznających kult młodego, pięknego ciała, tak chętnie portretowanych później (o zgrozo) w organizacjach (para)faszystowskich.

O narkotykach:Nie oszukujmy się. Akademia Pana Kleksa to jedna wielka narkotyczna wizja, która konkurować może chyba tylko z Nagim Lunchem Williama Burroughsa. Jadalne farby, szpital chorych sprzętów, pompowanie kaczki, zmniejszające się przedmioty, psi raj pełen czekolady (pamiętajmy – początek lat 80. w Polsce to doba kryzysu).[...] Najbardziej wymowny jest jednak motyw zachowywania najpiękniejszych snów chłopców – profesor 'nagrywa' je na lusterka stojące przy łóżkach, po czym te najlepsze ściera rano watką nasączoną kwasem sennym (!), wyciska je do miseczki, czeka aż wyschną na proszek, po czym tłoczy z nich pastylki, które podaje chłopcom przed spaniem, by mieli piękne sny. To tłumaczy fakt, że gdy na porannej lekcji w szpitalu chorych sprzętów Adaś spogląda na obraz przedstawiający statek na morzu, żaglowiec nagle zdaje się płynąć po wzburzonych falach. Chłopiec ma wyraźnie zaburzoną percepcję i dopiero po chwili dochodzi do siebie.

Faszyzm:

'Silne szczęki, silna wola, zdobędziemy cały świat, słychać równy krok' – tak śpiewają oddziały wilków pustoszące królestwo dobrego króla, ojca księcia Mateusza (to niezapomniana, do dziś porażająca pieśń zespołu TSA). Wilki wędrują w stalowych mundurach, niosąc flagi i płonące pochodnie, ich oczy jarzą się czerwonym jak krew światłem. Palą wsie, nie znają litości. Są zimne i bezduszne – to żywe emblematy faszyzmu [...] Takich nawiązań jest więcej.

Camp/glam:

Kultura campu to wrażliwość i estetyka zamierzonej, ironicznej sztuczności, nienaturalności, wyeksponowanego, krzykliwego kiczu sztucznych pereł i strusich piór, androgynicznych strojów i zachowań. Camp to stylistyka dandysów rodem z Portretu Doriana Greya Oscara Wilde’a, hollywoodzkich gwiazd lat dwudziestych, brokatowego i koturnowego glamu lat 70., a także przerysowanej kobiecości drag-queens.

Ciekawe spostrzeżenie odnośnie inicjacja i psychoanalizy:

To materiał na tomy dla prawdziwego badacza freudysty. Cała wielka przygoda Adasia z Akademią to metafora procesu inicjacji. Chłopiec przenika w świat własnej wyobraźni, nieświadomości, chciałoby się rzec. Boi się, że to, co przeżywa, jest nierealne – boi się oddzielić świat zewnętrzny od wewnętrznego. [...] W Akademii też po raz pierwszy wchodzi w kontakt z kobietą – Antoni prowadzi go do tajemniczej dziupli (omińmy oczywiste skojarzenia), gdzie spotykają księżniczkę z innej bajki.[...] Budzi się w nich strach przed kobietami połączony z nieokreśloną fascynacją.

I wreszcie pedofilia

Jak zareagowaliby hipotetyczni rodzice chłopców, gdyby dowiedzieli się, że ich pociechy mieszkają w odciętym od świata dworku, pod opieką starego dziwaka (cudaka!), żywiącego się piegami i łapiącego motyle, który mieniąc się profesorem, zamiast gramatyki wbija chłopcom do głów naukę o czapce niewidce i znikających przedmiotach? [...] Wreszcie, gdyby zobaczyli, jak Kleks kontroluje pigułkami sny ich dzieci, a rano każe chłopcom tańczyć z lusterkami w majteczkach od piżam? [...] Golarz złowrogo i lubieżnie spogląda na Adasia, gdy ten przybywa po piegi dla profesora. Na szczęście malec umie przeciwstawić się i uciec, chroniąc się przed dramatem

Całość artykułu jest w onet.pl. (wersja PDF).

Mam nadzieję, że analiza filmu Gradowskiego was też rozbawiła. Ja sam natychmiast zapałałem chęcią ponownego oglądnięcia tego filmu. Widziałem go w latach 80tych ub.wieku jak wielu moich rówieśników. Oryginalnego, źródłowego utworu Brzechwy nie znam, więc nie umiem ocenić, czy reżyser właściwie odczytał myśli Brzechwy. Nawet nie całkiem o to chodzi. Kolega, któremu podesłałem lineczkę do tekstu uciął sprawę: przecież tej babie wszystko ze wszystkim może się kojarzyć. Zgoda - to może być kwestia dostatecznie bujnej/chorej wyobraźni. Ale nie musi. Jeśli faktycznie Kosińska ma rację, to ciekawi mnie, czy faktycznie reżyser zrobił to świadomie? Nie znam preferencji seksualnych pana reżysera. O ile rzeczywiście nakręcił manifest gejowski, to czy istotnie polskie środowisko gejowskie we wczesnych latach 80tych XX wieku miało aż tak wysoki poziom samoświadomości, żeby wygenerować tak bogate i złożone dzieło?

P.S.
pisząc tę notkę słuchałem sobie ścieżki dźwiękowej do sztandarowego filmu gejowskiego: Priscilla, królowa pustyni, gdzie jak pamiętacie (?) Agent Smith (tak, tak! tenże matrixowy Hugo Weaving). Film świetny - polecam.
I proszę mnie źle nie zrozumieć. ;)