Szit happens - jak mawiają starożytni Eskimosi. Tym razem pecha miała Najlepsza Z Moich Żon. Jej leciwy ciquecento 700 odbył bliskie spotkanie trzeciego stopnia z kufrem Seata naszej sąsiadki.

Obie panie na szczęście nie poszły na noże i uznały swoją wzajemną winę. Bez wchodzenia w szczegóły. I dobrze zrobiły. Ja rzeczy nie widziałem, jednak z zeznań Anettki wychodzi, iż w zasadzie była ona bez winy ... no chyba, żeby się uprzeć, to jej udział oceniam na 25%. Najwyżej.

Było to w ostatnich dniach 2006 r. - akurat spadł śnieg, który na naszej osiedlowej uliczce natychmias ubił się w lodową szklankę. Anettka wracała z miasta i skręcała z ulicy w drogę między naszymi (sąsiadki i naszym) domami. Jechała bardzo wolno, jednak nagle z uliczki wysunął się Seat sąsiadki cofającej tyłem na ulicę - sąsiadka niestety nie patrzyła w tył, no i puk ...

Hamowanie CC oczywiście nic nie dało na szklance lodowej. Seat wyszedł niemal bez szwanku: drobne otarcie lakieru na tylnym zderzaku - nie było nawet wgięcia.
Gorzej z CC Anettki - zderzak Seata był na wysokości powyżej zderzaka przedniego w CC i trafił w okolice lampy. Lampa się nie rozbiła, ale wyskoczyła z mocowania. Zderzak strzaskany i lekko oberwany. Jednak najgorsze było pod zderzakiem. Oto siła uderzenia była wystarczająca, aby rozbić zderzak i wgiąć (ok. 4 cm) przedni pas cienkusia. I to okazało się decydujące - pas naderwał i uszkodził chłodnicę jeździdełka.

No i 2007 rozpoczęliśmy świeżym wydatkiem na prawie 400 zł - niestety chłodnica i zderzak musiały być nowe.