Nie jest źle jak na razie. Oczywiście jak jest naprawdę, to się okaże w przyszłym tygodniu. Ale spójrzmy na wyniki tej ankiety:

ankieta przedwyborcza

39% ludzi zachowuje zdrowe odruchy: wybory są lokalne, więc będę głosować na tych, których znam. Może nawet osobistych znajomych. Oznacza to głównie tyle, iż kierujemy się pewnym zaufaniem do tych na których oddamy głos. Taki głos nie będzie zmarnowany.

Sam mam podobne dylematy - skoro w zasadzie u mnie w Andrychowie żaden kandydat (poza aktualnym burmistrzem Pietrasem i jego komitetem) nie pokwapił się, aby powiedź mi, swojemu wyborcy, czemu warto zagłosować na tego, a nie innego człowieka - więc ja najpierw będę się kierował znajomością kandydatów. Wielu znam osobiście. Więc umiem ocenić, czy warto na nich oddać głos.

Jednak jest tu też łyżka dziegciu - bardzo wysoki odsetek, bo aż 28% deklaruje głosowanie na partię polityczną. To zły objaw. Wskazuje on na wchodzenie krajowej polityki z buciorami w lokalne ojczyzny. Powoduje to natychmiast przenoszenie na lokalny grunt klisz i walk znanych z krajowej, brudnej areny. To smuci. Przynajmniej mnie.

Ale jest jeszcze inna strona tego sondażu. Wspominałem o tym u CoSty: że te wybory to wybory wielostopniowe. Czyli poza samą gminą/dzielnicą, wybrać wypada też radę powiatową i sejmik wojewódzki plus burmistrza/prezydenta. Czyli w komisji wyborczej dostaniemy całkiem pokaźny plik arkuszy z długą listą nazwisk - naziwsk, które nic nam nie powiedzą, obcych nazwisk. I tu się zaczyna dylemat i pole dla przypadkowości. Rzecz jasna, iż także tu możemy mieć znajomych, ale coś mi mówi, że w przytoczonej ankiecie respondenci mieli na myśli najniższy stopień w wyborach - gminę. Sam to widzę na moim skromnym przykładzie: widzę znajomych głównie w wyborach do gminy. Do powiatu znalazłem może dwóch następnych. O województwie już nie wspomnę.

Na tej podstawie nasuwa mi się przekonanie, że samorząd trójstopniowy nie jest dobrym wyjściem i być może trzeba sprawę przemyśleć ustrojowo ponownie.
Ma to swoje mało ciekawe konsekwencje - np. trudność w dotarciu do wyborców: dotyczy to kandydatów od powiatu wzwyż. Automatycznie w drugą stronę: wyborcy są mniej zaangażowani w powiat i województwo. Nawet jeśli przyjmiemy - częściowo zasadne założenie - iż samorządowcy mają na celu przechodzenie od gmin, do powiatów, a następnie do województwa. Taka swoista ścieżka kariery. O upolitycznieniu powiatowych i wojewódzkich wyborów już wspomniałem wyżej - ponad gminą coraz większą rolę odbrywają etykiety polityczne, które znamy z poziomu krajowego.
Ale to jest już inna bajka.