... jak w temacie. Ale ja się pytam: kogo to teraz obchodzi?

Zeznając we wtorek przed sądem Kurski wyjaśniał, że swoje zarzuty 'podniósł pośrednio i bez osobistej intencji'. Zaznaczył, że 'nie zarzucał Tuskowi nieprawidłowego finansowania kampanii, a tylko powtórzył informacje innych osób, które w szczegółach były zbieżne'. Przyznał, że działał w 'pewnym afekcie' po atakach PO na PiS oraz na nowego prezesa PZU Jaromira Netzla. 'Być może nie powiedziałbym tego, gdyby nie pewna emocja sytuacyjna' - dodał.
Kurski oświadczył, że nie sprawdzał prawdziwości swych twierdzeń, 'bo nie ma natury śledczego' i nie przesądza, że są one prawdziwe.

Za Onet.pl

Pełno tu oczywiście prawniczej nowomowy i wykrętów.

Ale moje wrażenie ogólne jest takie samo i niezmienne: obrzydlistwo i oślizłość moralna tej kazuistyki Kurskiego dowodzi tego, co już wiemy o tym osobniku: brak honoru i kierowanie się niskimi instynktami.

Przy okazji odkryłem rodowód określenia bullterier Kaczyńskich:

'Duży Format' 10 października 2005 r.
Marek Sterlingow, Marek Wąs: 'Trzy dni później, kończąc rozmowę w domu Jacka [Kurskiego], przytaczamy mu dialog Kaczyńskiego z Tuskiem po telewizyjnej debacie. Potwierdziliśmy w dwóch źródłach, że padło słowo s...syn.
- Lech tak o mnie powiedział? - zasępia się poseł. - No, cóż. Mam cztery lata, żeby mu udowodnić, że naprawdę jestem potrzebny PiS. Bo robienie wyłącznie kampanii już mnie nie kręci. Będę bulterierem Kaczyńskich. Nie zawiodą się na mnie.

Za Gazeta.pl