W zasadzie to nawet nie był pełny koncert Perfectu - choć muzycy tego zespołu byli głównymi wykonawcami. To był dobrze przygotowany i ładnie zrealizowany tribute to. I fajnie. Należało się Perfectowi. Obejrzałem to widowisko w tiwi i nie żałowałem. Poniekąd wychowałem się na tej muzyce. Do dziś pamiętam, jak wraz z kolegą ze szkolnej ławy (Edek Leśniak) niemal z drżeniem rąką kładliśmy na gramofonie nówkę UNU i delektowaliśmy się muzyką.
Choć prawdę mówiąc to na prawdziwym - na żywo i nie transmitowanym - koncercie Perfectu nigdy nie byłem. Do Jarocina nie zawitali, a w Andrychowie byli wtedy, kiedy ja nie mogłem....

Zaczęło się od wiązanki największych przebojów zespołu - włącznie z Autobiografią. Ruch śmiały, bo potem już musiało być ciągle lepiej. I chyba było. Po tym obszernym wstępie, zespół zszedł ze sceny i zrobił miejsce dla Andrzeja Urnego i Małgośki Ostrowskiej - dawno nie przechodziły mnie ciarki przy tak efektownym, zadziorny m i rockowym wykonaniu Idź precz!. Potem zaskoczenie (przynajmniej dla mnie) - duecik Hanny Banaszak z Markowskim. Ładnie zaaranżowane ze smyczkami wykonanie Nie mogę ci wiele dać.
Synowie Krzyśka Cugowskiego zaprezentowali się jednak dość przeciętnie. w utworze (bodaj) Całkiem inny kraj. Ubawiło mnie stylizowane soulowo wykonanie Bla, bla, bla autorstwa tria puszystych wokalistek Big Stars (Lora Szafran, Beata Bednarz, Patrycja Gola). Ale w sumie.... to dopuszczalna stylizacja.
Córka Markowskiego bardzo udanie zaśpiewała wspólnie z ojcem Kochaj mnie.

Swoją ścieżką - poza być może Ostrowską i Kayah wszystkie uczestniczki były koszmarnie ubrane i ustylizowane - kurka, kto im to zrobił?

Następnie na scenie pojawił się nie byle kto, bo Rysiek Sygitowicz i akompaniował młodzieży: Maćkowi Silskiemu śpiewającemu Ale w koło jest wesoło. Nie płacz Ewka wykonała Urszula - koszmarnie ubrana i uczesana, z widoczną nadwagą, ale na szczęście nadal z świetnym głosem. Miłe dla ucha.
Natomiast Rysio Rynkowski ustylizowany na wczesnego solowego Phila Collinsa odśpiewał razem z Markowskim Pepe, wróć. Całkiem fajne, choć Rysio powinien się bardziej postarać ... o mniej luzu. Może pepe mu zaszkodziło?

Ja czekałem na zapowiedziane wykonanie mojego ukochanego utworu Perfectu - Wyspa, drzewo, zamek. Tu był duet Markowskiego i Kayah. Tym razem miałem przeciwne wrażenie, niż przy duecie Rynkowskiego - Kayah chyba starała się za bardzo i w paru momentach nie całkiem rozumiała się z Markowskim - zaśpiewy nie były dobrze zsynchronizowane. Tak, czy siak - śpiewałem razem z nimi i moją żoną!

Kończąc - było całkiem miło, mimo paru drobnych potknięć. Całość prowadził doskonały jak zwykle Marek Niedźwiecki. Utowry były przeplatane telewizyjnymi wstawkami w których swoje uczucia do Perfectu ujawniali inni wielcy: Olewicz, Cugowski czy Maryla Rodowicz.

Jednego mi zabrakło w całości - gitarzysty Hołdysa. Szczerze: głęboko nie poważam tego pana. Zarówno jako muzyka, jak i jako człowieka. Zwyczajnie - nie lubię typa. Ale brakowało mi go w tym koncercie. Był wspomniany wielokrotnie: przez Olewicza, przez Niedźwieckiego i chyba nawet przez Markowskiego. Dobrze: zerwał swoje kontakty ze znienawidzonym zespołem i Markowskim. Ale na tym rozstaniu dobrze wyszedł tylko zespół. Na jubileuszowym koncercie pojawili się zarówno Sygitowicz, jak i Urny, ale Hołdys nie był w stanie wznieść się ponad zaszłości i nie umiał pokazać, iż przeciez on też był częścią tych 25ciu lat i to częścią ważną.