Jak czytam takie bzdurne propagandowe teksty, to aż chce mi się poprzeć Giertycha. A popieranie Największego z Polskich Ministrów wydaje mi się dziwne i przeciwne naturze. Oto Times New Roman wpadł na pomysł, aby w szkołach zdjąć jedną godzinę wychowania fizycznego, a zamiast tego dać historię.

Tymczasem zlinkowany wyżej tekst z Rzeczposplitej to tępy propagandowy kloc. Jest tam pomieszanie z poplątaniem. Choroby cywilizacyjne miesza się z ogólną sprawnością fizyczną młodych. Czyżby ktoś chciał sugerować, że cukrzycę lub alergię nabywa się na np. na lekcji historii, a leczy na lekcji W-Fu?

Moja córka jest w piątej klasie podstawówki i często musi ćwiczyć na małej salce - szumnie zwanej - gimnastyczną lub na korytarzu swojej szkoły! Co to ma wspólnego z popularyzacją sportu? Nic! Ale autorka - Sylwia Szparkowska - wali zbieranymi z podłogi redakcyjnej cytatmi: a to krajowego konsultanta ds. epidemiologii, a to specjalisty od zdrowia publicznego, a to lekarki (?) z komisji wojskowej - w efekcie mamy propagandowy bełkot, gdzie przyczyny miesza się ze skutkami.

Otóż po pierwsze - choroby cywilizacyjne nie mają wiele wspólnego z ilością godzin WF. Dzieci i młodzież są otyłe, bo (np.) w szkołach toleruje się niezdrowy styl odżywiania - automaty z batonami, pełne konserwantów napoje etc. Coca-Cola/Pepsi/itd. stawiają automaty na korytarzach i sprzedają tam swoje produkty o połowe taniej niż w detalu na ulicy. Alergie i cukrzyce niestety biorą się z środowiska, które jest coraz gorsze.

Po drugie - popularyzacja odbywa się nie tyle na nudnych lekcjach WF, ale - z jednej strony - na selekcji zdolnych młodych i ich szkoleniu indywidualnym (SKSy, MKSy, SMSy etc.), a - z drugiej - na wzorach do naśladowania. Moja córka nie zakręciłaby się na punkcie siatkówki, gdyby nie sukcesy polskich siatkarek, gdyby nie dobrze działający MKS Andrychów z siatkówką dziewczęcą, gdyby nie możliwość spotkania na żywo z Małgorzatą Glinką. Zamiast robić kolejny WF z twórczo rozwiajającą nauką przewrotek w przód i tył, lepiej zorganizować spotkanie z idolem młodzieży, aktywnym sportowcem. Nie mówię już o jakichś pokazowych lekcjach/spotkaniach, gdzie taka Glinka mogłaby poodbijać piłkę z paroma dzieciakami.

I po trzecie - lekcje WF - nawet w ilości 10 h tygodniowo - niczego ważnego nie rozwiązują. Także zdrowotnie. O wiele więcej pożytku będzie z tego, że powstanie więcej otwartych boisk i pozalekcyjnych zajęć sportowych. Na takim boisku dzieciarnia z okolic mogłaby poznać na własnej skórze los piłkarzy Janasa. A ci zdolniejsi na pozalekcyjnych zajęciach mogliby doskonalić swoje umiejętności i stawać się wzorami do naśladowania dla młodszych.
Ale do tego trzeba wyobraźni.
Ale do tego trzeba chęci.

Jeszcze inny anegdotyczny niemal przykład. Otóż moja córka jest alergiczką wziewną i z tego powodu bywa zwalniana z zajęć wychowania fizycznego.
Dlaczego?
Bo materace i sprzęty są tak brudne i zasyfione, że w najmniejszy z nimi kontakt powoduje natychmiastową (w sensie dosłownym! - alergicy wiedzą, o czym mówię) skórną reakcję. Potem przez wiele dni muszę szprycować dziecko sterydami, żeby skórę doprowadzić do ładu.

I w ten dziwny sposób jestem o krok od poparcia w tej sprawie Giertycha.
A to, że jestem byłym nauczycielem historii nie ma tu nic do rzeczy.