Doczekaliśmy się pierwszych decyzji (teraz nawet w trybie pilnym) ministra od edukacji. Czytam w GW:

Z dokumentu wynika, że MEN chce błyskawicznie wprowadzić do ustawy trzy zmiany: • monitoring w każdej szkole, • blokady w szkolnych komputerach na strony internetowe, które mogą być 'zagrożeniem dla prawidłowego rozwoju psychicznego uczniów' • i obowiązek, by rada pedagogiczna ustalała na kilka lat zestaw podręczników (dzięki temu młodsze klasy będą przejmować książki od starszych kolegów).

Problem w tym, że kasa na kamerowanie uczniów i oprogramowanie do kontroli rodzicielskiej ma iść z samorządów (te nie mają tych pieniędzy) oraz z funduszy przeznaczonych na pomoc dla najbiedniejszych uczniów.

Mam dziwne wrażenie, że tu zadziałał osobnik znający dowcip o Żydzie i kozie - parafrazując: najpierw zabierzemy pieniądze dla ubogich, a potem wpadniemy na genialny pomysł pomocy najbiednieszym i okażemy łaskę dając im fundusze pomocowe. Można już przyjmować zakłady, skąd będą te fundusze?

Pomysł z listą podręczników uważam jednak za świetny. To naprawdę dobry pomysł.
Kiedy chodziłem do postawówki w 70-tych latach ubiegłego wieku, to właśnie tak zdobywałem większość podręczników: kupując je od starszych roczników.

Ale w dziedzinie edukacji będziemy mieli dalsze ciekawe wycieczki. Wkrótce reaktywowany będzie pomysł, żeby ponownie zmusić szkoły do zastępowania rodziców w ich dziele wychowywania swoich dzieci. Jednak będzie to dość specjalne wychowanie - tzw. patriotyczne. Niestety będzie to - jak się spodziewam - jednostronne na modłę wszech-jakąś-tam. Pięć lat uczyłem m.in. nauki o społeczeństwie, więc mam jak najgorsze oczekiwania co do spodziewanych przyszłych działań ekipy Giertycha. Obym się mylił.

Więcej - wkrótce przyjdą kolejne działania - teraz już oszczędnościowe. Środowisko nauczycielskie aż huczy od plotek. Tajemnicą poliszynela jest, iż wprowadzając parę lat temu stopnie specjalizacji i wiążąc z nimi płace, ministerstwo otwarło róg obfitości.
Masowo zaczęto kolekcjonować stopnie zyskując - zasłużenie, czy nie: to osobna sprawa - wyższe zarobki. A to jest już problemem. Kasa się kończy, więc nauczyciele spodziewają się mocnego uwalania na egzaminach na wyższe stopnie.

Niestety na tym nie koniec.
Niedawno rozmawiałem z nauczycielką wczesnoszkolną ze Śląska. Jej środowisko oczekuje najgorszego, czyli wejścia na Kartę Nauczyciela. W skrócie chodzi o cięcie kosztów. Nauczyciele mają dostawać tylko kontrakty roczne, a w zasadzie 10-cio miesięczne. Będą one odnawiane lub nie - zależnie od stanu kasy samorządu/ministerstwa. Ale np. nie będzie wakacji letnich i wynagrodzenia za nie (czyli wynagrodzenia za urlop).

Gdyby ten scenariusz miał się spełnić, to będzie gorąco... naprawdę gorąco w edukacyjnym ogródku Giertycha.