Zaczęło się niewinnie, wieczorem w czwartek w poprzednim tygodniu. Telefon od żony: Krzyś, zauważyłam na udzie Kacperka takie drobne kropki... co mam robić? - poprosiłem Anetkę, żeby zwyczajnie zaczekała na rozwój wypadków.
No i zaczęło się.

W piątek około południa drugi telefon - kropek jest zdecydowanie więcej. Więc szybko do pediatry. Ten diagnozuje, że to może być coś w rodzaju infekcji - ale bez badań krwi i posiewów z moczu i kału nic nie można powiedzieć. To może być cokolwiek - od jakiejś infekcji odzwierzęcej (mamy przecież w domu kota i psa), po nawet sepsę ...
Na tę chwilę Kacper nie miał gorączki - to było ważne. To był dobry znak.
Ale niestety wylądowaliśmy (w szczególności Anetka i Kacper) w szpitalu w Wadowicach.
Ci z czytelników, którzy mają/mieli małe dzieci mogą sobie wyobrazić, jaką rzeźnią jest pobieranie (co najmniej) pięciu próbek krwi od 7-miesięcznego malucha! Nas - rodziców (na szczęście) wyproszono z zabiegówki. Z pokoju słyszeliśmy tylko dziki wrzask i płacz synka - trwało to pewnie z 15-20 minut.

Wyniki z krwi były dość szybko, może po półtorej godzinie - krew czysta. Posiewy będą po trzech dobach.

Tak właśnie mieliśmy okazję obejrzeć naszą kochaną służbę zdrowia... Faktycznie sytuacja jest mało ciekawa. Ubustwo i mizerię widać na każdym kroku. Apeluję: ludziska nie chorujecie! Życzę wam zdrowia!
Serio.

Żona z dzieckiem trafiła do dwuosobowego pokoju z inną matką opiekującą się dzieckiem. Telewizor oczywiście z automatem wrzutowym - 2,5 zł/1h 5 zł/5h itd. Do tego niewielka łazienka z umywalką i sanitariatem. Pobyt matki przy dziecku to 20 zł/doba - wyżywienie dla matki 10 zł/doba. Jedzenie ... hm... no cóż... Natomiast pokarmy dla dziecka - jak najbardziej zadowalające: czysto i sterylnie przygotowane. Bez uwag. Dzięki Bogu nie musieliśmy wydawać kasy na leki... Personel całkiem miły, lekarze wykazują zainteresowanie chorymi.

Ponieważ w poniedziałek rano posiewy są nadal jałowe, to w południe oboje wychodzą ze szpitala. Wedle umowy we środę mamy przyjechać na kontrolę. Kropki (fachowo: wybroczyny krwawe) na udzie bledną i zanikają. Przyczyna ich pojawienia się nie jest ustalona. Być może - co jest wysoce prawdopodobne - to są pęknięcia naczynek krwionośnych - takie małe siniaki spowodowane np. noszeniem dziecka w jednej pozycji na ręku.

Środowa kontrola potwierdza, że nie ma żadnego zakażenia. Wracamy do Andrychowa. Ponieważ kontrola była rano, ja wyjeżdżam do pracy... Mija 15 minut jazdy samochodem i dostaję telefon: Krzyś - Kacper ma 40 stopni gorączki. Idę do lekarza. ...
No i cóż ... ledwo zostawiliśmy za sobą szpital, a tu Kacpra dopadł jakiś wirus! Być może przywlekliśmy go ze szpitala, być może Paulinka przyniosła prezent ze szkoły... cholera wie. Znów dwie doby wyjęte. Trzeba zwyczajnie przeczekać i w razie potrzeby zbijać czopkami gorączkę.

Dziś jest już w miarę dobrze - gorączka ustąpiła, ale dziecko nadal nie ma swojego apetytu i jest trochę osowiałe. No cóż - malec musi dostać trochę czasu.