Zaskoczyły mnie wyniki wyborów. Nie chodzi o to, że mój kandydat przegrał, ale o to jaką różnicą! Tego nie zapowiadały żadne sondaże - owszem, jeden z ostatnich mówił o przewadze Kaczyńskiego, ale na poziomie dziesiątek procentów, a nie ok. 9 procent.
Nie byłem uważnym obserwatorem minionych kampanii, ale taki rozziew między prognozami, a faktami w przeciągu 50-60 godzin to może być zaskoczenie. I jest.
Ale teraz chętnie wsłucham się w gadające głowy: czym będą wyjaśniać tę różnicę?

Pozornie nic takiego nie wydarzyło się - ani w świecie realnym, ani w medialnym - co wyjaśniałoby taką sytuację.

Nikt chyba już nie zdąrzył strony przeciwnej obrzucić błotem... nikt już nie zdąrzył złożyć nowych obietnic. Ale może się mylę ... cholerka - tych telewizyjnych debat nie oglądałem.

Enyłej - wydaje mi się, że PiS ma teraz PO na pasku, wkrótce złoży im wędzidełko w postaci tzw. kolacji rządowej trzymanej tylko strachem PO przed zwróceniem się PiSu w stronę Andrzeja Lepieja. A jeśli rząd Marcinkiewicza (bo on będzie premierem przez pierwszy okres - do czasu jego zużycia) będzie robił jakieś niepopularne kroki, to PiS będzie je zrzucał na karb liberałów. I w ten sposób - chociaż Balcerowicza już nie będzie - wróci straszak pod postacią PO, która zostanie zdemolowana w ciągu czterech lat tzw. współpracy z PiSem.

Jeden widzę jasny punkt prezydentury L.Kaczyńskiego - zlikwidują urząd pani M.Środy!