Oczywiście można (a w pewnym sensie należy) jarać się Mozillą. W domciu to moja domyślna przeglądarka. Ale jej klient poczty i usenet jest pomyłką. Mizerne filtrowanie (np. brak kiffa dla news) i totalnie znikoma stabilność. Ale nie o Mozilli chciałem :-( Chciałem o aktualnym moim "jaraniu się". Od miesiąca choruję na ciężką odmianę jarania się muzyką z Internetu. Zaczęło się od współdzielenia się plikami - CD++ - ale jak padł mi 20 GB dysk, to już jest dla mnie niedostępne :-( Więc teraz główne miejsce zajmuje usenet - alt.pl.mp3 - i to jest świetne. Jak mawia Wojtek aka "Piechniczek" - to jest wynalazek na miare wynaleznia koła. Co prawda, dodaje, iż wyciągnie muzyki z sieci bywa lepsze od seksu - ale tu nie podzielam jego przekonań :-) Przepastne zasoby. To raz. Dwa - technologia: dzięki takim formatom jak *.mpc lub *.ape w odsłuch jest nieodróżnialny od rzeczywistej płyty CD. itd. itp. Ale czemu sie tym jaram? Oto odkąd tylko mogłem - zawsze zbierałem muzykę. Najpierw były to dość przypadkowe nagrania - Trójka, czy nawet program 1 ... potem już kolekcjonowanie: przez audycje Manna, Kaczkowskiego, czy Kordowicza w Trójce, a w finale PR 2 i niedzielne wieczory z muzyką z płyt kompaktowych. Trzeci etap to tzw. "studia nagrań", czyli sklepy, które za odpłatnością kopiowały muzykę z płyt na kasety (ach! te polowania na płyty i kasety wysokiej jakości - Maxwelle, TDK, Sony, PMD itd.). Ale ustawa o prawach autorskich ucięła ten kanał dystrybucji. I tak zakończyłem - gdzieś w początkach lat 90tych przygodę z regularnym kolekcjonowaniem muzyki. Aż tu nagle we wrześniu 2002r. - booom!