Jakiś czas temu wzięło mnie na dziwne lektury. Dziwne w tym sensie, że z braku czasu biorę do ręki naprzemiennie albo jakieś proste, popularne, dziełka rozrywkowe, albo umiarkowanej wielkości popularnonaukowe. Tymczasem niedawno skończyłem pierwszy tom monumentalnego dzieła Mircea Eliadego Historia wierzeń i idei religijnych. A zupełnie niedawno zabrałem się radośnie do lektury pamiętników: Dzienników Stefana Kisielewskiego (!). Nigdy dotąd nie czułem pociągu, czy jakiegokolwiek zainteresowania do literatury pamiętnikarskiej. Dzienniki Kisiela to pierwszy pamiętnik, jaki w życiu przeczytałem (ściślej: aktualnie czytam).
Jak dotąd żyłem w przekonaniu, że pamiętniki to produkty nudne, bez jasnych tez i bez fabuły - takie sobie opowiadanie o sobie i swoich dziełach. Tymczasem Kisiel stworzył opasłe (950 stron!) tomiszcze, które ja osobiście czytam z niezwykłym zajęciem i zainteresowaniem.
Jest kilka powodów mojego zainteresowania. Po pierwsze - chciałem skonfrontować to, co o Kisielu i jego Dziennikach napisał Łysiak w Salon: Rzeczpospolita kłamców. Po drugie - chciałem odświeżyć i utrwalić sobie postawę jednego z najważniejszych konserwatywnych myślicieli w Polsce. W szczególności, że Kisielewski pisał w okresie komunizmu, w PRLu (pamiętnik zaczyna się tuż po marcu 1968). Zatem to, co pisze i o czym pisze autor znam poniekąd z autopsji.
Z książki Kisiela można jak z rękawa sypać różnymi cytatami, myślami, spostrzeżeniami. Ale wezmę coś, co przeczytałem akurat wczoraj. Passus wydał mi się bardzo na miejscu odnośnie współczesnej sytuacji Polski - w szczególności jej relacji z Niemcami i Rosją. Przywołam też świeży incydent z pomówieniem Polski przez rosyjską prasę w kwestii rzekomej likwidacji rosyjskiej ekspozycji w muzeum obozu koncentracyjnego w Auschwitz-Birkenau.
Kisielewski w przywoływanym fragmencie zastanawia się nad tym, jak poprzez propagandowe kłamstwa można skutecznie wymazać z ludzkiej pamięci najczarniejsze zbrodnie. Oto cytat:
Wiedzą o tym dobrze bolszewicy, mistrzowie w ustawianiu i regulowaniu przeszłości, w przemienianiu minionych faktów. A przecież prócz wywiezienia do Rosji półtora miliona ludzi (...) prócz mordów w Katyniu i na Morzu Białym, bolszewicy w 1941, wycofując się przed Niemcami, rozstrzelali wszystkich więźniów, jakich akurat mieli w więzieniach, nie wchodząc w to, czy polityczni, czy jacykolwiek. Liczba ich nie jest znana, nikt rzecz prosta nie ma ani chęci, ani możliwości jej ustalenia. O ile Niemcy w końcu wyrażają dziś taką czy inną skruchę za popełnione zbrodnie, o tyle Rosjanie nie tylko nie wyrażają skruchy, lecz w ogóle nie uznają swych zbrodni za fakty - a świat przyjmuje to, także małoduszny świat zachodni, który chce mieć spokój i dobre stosunki z Rosjanami, a o zabitych gdzieś tam Polaków troszczy się tyle co pies o piątą nogę. Zbrodnia wymaga reklamy, zwłaszcza zbrodnia dokonana dawno - a tu reklamy nie ma, wręcz przeciwnie.Podkreślenia moje. Cytat za S.Kisielewski, Dzienniki, 1996, s.434, notka z 25.07.1970. Ja mam wrażenie, że przez 37 lat które minęły od napisania tych słów przez Kisielewskiego, tak naprawdę niewiele się zmieniło.
Drugą dziwną lekturą, która mi się zaczęła w czasie ostatniej choroby jest także cegłówka - Rewolucja Rosyjska Richarda Pipesa. Kupiłem tę książkę trzynaście lat temu i teraz nadszedł jej czas. Pipes należy do elity historyków - specjalizuje się w sowietologii. Chyba po raz pierwszy spotkałem się z jego nazwiskiem u Leszka Kołakowskiego - bodaj w Głównych nurtach marksizmu. Potem wzmiankował go także Ojciec J.M.Bocheński. Teraz uznałem, że warto poznać tezy Pipesa z pierwszej ręki.
Rewolucja Rosyjska to wspaniała i trudna zarazem lektura. Pod wieloma względami jest na przeciwnym biegunie niż na przykład dzieła popularnego w Polsce N.Daviesa. Pipes nie jest łatwym popularyzatorem - jest akademickim erudytą, który preferuje analityczne podejście - Davies syntetyzuje i uogólnia. Stąd wymagania wobec czytelnika, które stawia autor Rewolucji Rosyjskiej są wysokie.
Pisarstwo Pipesa ma też inną cechę, którą uwielbiam. On unika łatwych i narzucających się oczywistych tez. Pokazuje niemal w każdej sytuacji wielość możliwych scenariuszy i opinii. Podważa popularne obiegowe poglądy (np. odnośnie rządów Stołypina). Umie wybornie i przekonująco pokazać, jak często zdarzenia błahe i pozornie nieistotne osiągają niebywały wpływ na losy narodów.
W książce o której mowa, Pipes pokazał te walory w pełni. Choćby na przykładzie przyczyn i wybuchu rewolucji lutowej 1917 r. - której można było łatwo uniknąć, gdyby tylko zapewnić dostateczne zaopatrzenie w żywność wielkich miast (tu: Piotrogrodu i Moskwy). Ironia losu.
Pipies wybornie rysuje w swojej książce obraz mentalności poszczególnych warstw społecznych Rosji przełomu XIX i XX wieku. Szczególnie zwraca uwagę analiza wsi rosyjskiej i jej na wskroś azjatyckiej (lub jak kto woli: wielkoruskiej) postawy wobec prawa, własności prywatnej i władzy. Skrótowo: prawo sprowadzało się w oczach chłopa wyłącznie do carskich ukazów. Rozumiano je jako jednorazowe decyzje woli władzy. Woli niczym nie skrępowanej. Jeśli przykładowo car wydał w danym roku ukaz o płaceniu podatków, to były płacone, ale tylko w tym roku. Nikomu nie przychodziło do głowy, że prawo obowiązuje także w następnym i kolejnych latach - oczekiwano nowego ukazu. Własność prywatna istniała głównie w postaci własności obszarniczej, wsie i chłopi posiadali w przeważającej części własność wspólnotową. Jedna z podstawowych reform Stołypina - nadanie chłopom ziemi - nie powiodła się, bo władza chciała nadawać ziemię na własność konkretnym chłopom, a wieś oczekiwała, iż ziemia przypadnie wspólnotom gminnym. Podobnie było w przypadku metody podejmowania decyzji. bezwzględnie obowiązywała metoda jednomyślnego konsensusu - nie tolerowano głosowania większością lub wyłamania się z grupy.
No cóż ... polecam. Szczerze polecam wam te książki.
autor: empiryk, 04.04.2007, 10:57:56, 4, artykuł ma już:1 lat, 37 dni, 8 godzin, and 40 minut!