Niech szlag trafi inżynierów łachudrów, którzy projektują samochody! Niniejszym proponuję, aby każdy zanim dostanie dyplom zdawał egzamin praktyczny - wystarczy np. wymiana przepalonej żarówki w reflektorze.

Wczoraj właśnie spaliła mi się w Almerze żarówka w prawym reflektorze. Bułka z masłem - to była tylko żarówka światła drogowego, więc przeprawa np. z kierunkowskazem nie groziła. Niby nic trudnego. Najpierw okazało się, że musze zdobyć śróbokręt (płaski), żeby zdjąć gumową zaślepkę z tyłu reflektora. Wiktor ma podręczną skrzyneczkę - pardonsik: szufladę - z narzędziami. Zdjąłem zaślepkę, potem już z niejakim trudem odbezpieczyłem drut dociskowy mocujący samą żaróweczkę. Tu już zacząłem przeczuwać pismo nosem... Ale nic, pryncypialnie udałem się na sąsiednią ulicę i kupiłem standardowy halogen H7. Wyobrażacie sobie?! 20 (słownie: dwadzieścia) złotych!
Wracam do samochodu i rozpoczynam bój o założenie żaróweczki. I taki egzamin powinien przejść jakiś durny skośnooki japoniec, projektujący komorę silnika Almery. Niech go diabli! Miałem miejsce wyłącznie na włożenie rozprostowanej jednej dłoni między obudowę reflektora, a zasobnik (bodaj) na płyn hamulcowy. A tu przecież trzeba tą ręką pomanewrować ostro, bo jedną dłonią trzeba kontrolować żarówkę wkładaną do oprawy i drut dociskowy. Cała operacja trwała godzinę, usmarowałem się jak świnia po łokcie, drutem dociskowym rozchratałem sobie palucha, który dość mocno krwawił, ale wreszcie się udało.

I kto by pomyślał, że - niemal trywialna - wymina spalonej żarówki będzie kosztować tyle trudu i nerwów. Dotąd miałem okazje zmieniać żarówki w Fiacie 126p - zero problemu; w Folkswagenie Golfie (II) - jeszcze mniej problemu - genialnie wszystko dostępne w komorze silnika; oraz w Renault Clio (II). W tym ostatnim miało to miejsce jakąś zimą, kiedy temperatura na parkingu (gdzie zmieniałem żarówkę) opadła do kilkunastu stopni poniżej zera. Tu walczyłem najdłużej - także koszmarny dostęp i to zimno: zawleczka dociskowa sztywna, jakby zrobiona z grubego drutu zbrojeniowego, zgrabiałe ręce z których co chwilę ten drut wypada... Każdy, kto tego próbował, wie, że jak ten drut spadnie do komory silnika, to jest nie lada problem, jak go wyłuskać...