W Krk śnieg zaczął padać wczoraj popołudniem. Owszem - może nie była to dzika śnieżyca, ale cholerstwo okazywało niepokojącą determinację. Wyjechałem z parkingu firmowego bez problemów, choć na ulicy - jeszcze prawie w czarnym kolorze - było dość ślisko i ABS był w sam raz. Tak, czy siak - zachowując sporą ostrożność dotarłem na stancję.

Co chwilę wyglądałem z niepokojem przez okno - niestety śnieg padał nadal.
No i rano spełniła się moja czarna (chociaż biała) przepowiednia - cholerstwo padało całą noc i rano było mniej więcej 20 cm puchu. Owszem - temperatura około zera stopni, więc nieźle, ale bez zimowego bieżnika ani rusz. Almera stała malowniczo nakryta kołderką śnieżną. Nawet nie próbowałem jej odkopywać - nie przebiłbym się spod bloku na Zakopiańską przez kopny, mokry śnieg. Więcej - sama Zakopiańska była pełna brązowo-szarej mazi śniegowej, więc niewiele lepiej.
A w kamikadze nie chciałem się bawić.

Ale na wszelki wypadek mam też scenariusz jeszcze czarniejszy.

Oto śnieg pada nadal, a ja w piątek nadal mam samochód unieruchomiony i muszę wracać do domowych pieleszy by bus. Brrr...
Ale może nie będzie tak źle? Jeśli temperatura nie spadnie, a śnieg padał będzie mniej, to jest wysokie prawdopodobieństwo, iż ulice będą czarne i (najwyżej) mokre, więc wrócę do Andrychowa samochodem.

Kto wie?

Na razie cieszę się, że w sobotę dałem się namówić ojcu i zmieniłem opony na zimowe w CC Najlepszej Z Moich Żon. Kiedy podjechałem pod zakład wulkanizatora, właściciel wyszedł i pyta: W czy mogę pomóc? i kiedy powiedziałem, że chodzi o założenie zimówek, to na jego twarzy zobaczyłem autentyczny opad szczęki i uśmiech: Ale proszę pana! Klienci zakładali zimówki w listopadzie ...

Ale nie ma tego złego ... Właśnie rozmawiałem telefonicznie z Anettką i widok pierwszej w jego życiu zimy zafascynował Kacperka - dzieciaka nie można oderwać od okna!