Były okrzyki: hańba! oraz brawo!
Ja myślę sobie jednak, że wszelkie skandowania nie przystoją świątyni. To nie jest ani wiec polityczny, ani mecz piłkarzy kopanych.
O moja ocenę sprawy zapytał mnie dziś Folti.
a, masz jakąś opinię na temat abp Wielgusa? (moim zdaniem dobrze zrobił, dać mu wódki, żona Cezara itd)I to było przebiegłe pytanie, bo ja średnio jestem z bieżącymi wydarzeniami, więc może być, iż o czymś nie wiem lub znam tylko fragmenty. Dlatego Foltiemu odparłem:
tak, chyba mam opinię... ale muszę to spisać ... syntetycznie: moja opinia jest daleko nie jednoznaczna
Bo w całej kwestii mam wrażenia mocno mieszane. Powiedziałbym używając trudnych słów: ambiwalentne.
Najpierw - nie może być pasterzem ten, który dopuszcza się systematycznie i świadomie czynów niegodnych. Zgoda: ksiądz jest człowiekiem i tylko człowiekiem. Właśnie dlatego można było ich zaszantażować i nakłonić do kooperacji i zdrady. Ja to rozumiem. Jako właśnie ułomny człowiek być może postawiony na miejscu Wielgusa też bym się ugiął.
Jednak ten ksiądz już w wolnej Polsce, pozbawionej nacisków esbecji i tamtejszych sitw mógł swobodnie - też po ludzku - wyznać swoje przewiny i uderzyć się w piersi. On jednak szedł w zaparte i kłamał. A to już jest niewybaczalne.
Także zgoda - on sam nie był jedynym motorem swojej kandydatury na głowę warszawskiego kościoła - stała za nim spora grupa hierarchów i papieska nuncjatura. Wielgus zatem reprezentuje i jest jednocześnie osłaniany przez grupę interesów - widać to wyraźnie w słowach (wersja PDF) Glempa z niedzielnych uroczystości niedoszłego ingresu. Jest to zatem pewna odpowiedzialność zbiorowa, która na Wielgusie się nie kończy.
Stąd pytanie - kto za tym stoi? Pytanie rodem ze spiskowej teorii dziejów, ale w świetle powyższego całkiem uzasadnione. Innymi słowy - czy jest tu świadectwo rozdarcia wewnątrz Kościoła w Polsce? Już odpowiadam: na razie ro rysa, ale raczej poważna. Wiele zależy w tym kontekście od dalszego rozwoju sytuacji, czyli jaki będzie los autolustracji w Kościele. Osobiście czuję się niemal przekonany przez poglądy ks.T.Isakowicza-Zaleskiego, że do lustracji w Kościele należy zabrać się niezwłocznie i w oparciu o istniejące procedury. I ponadto - iż wkrótce wyjdą kolejne sprawy podobne do skandalu wokół Wielgusa.
Jednakże jest też sporo racji w opiniach przeciwników ks.T.Isakowicza-Zaleskiego. Oto wskazują oni z jednej strony na poważne luki w dokumentach IPNu, a z drugiej na brak humanitarnych aspektów obowiązujących procedur. Otóż należy uwzględniać właśnie czynnik ludzki - to, że każdego można złamać i to winno skłaniać do wybaczania i miłosierdzia.
Jak najbardziej zgoda. Co więcej - właśnie sprawa Wielgusa jest tego pośrednim dowodem. Przecież IPN ma tylko jego jedną teczkę - tę z czasu współpracy z wywiadem zagranicznym. Nie ma tam kluczowej i podstawowej rzeczy w ocenie postawy biskupa - nie ma jego dowodów (ewentualnego i domniemanego) szpiegowania przeciw współbraciom wewnątrz kraju. Nie ma ani śladu jego pisemnych sprawozdań z okresu współpracy w kraju. Tacy agenci składali odręczne sprawozdania na piśmie.
A przeciw Wielgusowi nie ma takich dowodów!
Zatem dlaczego mam dawać wiarę - z definicji kłamliwym - opiniom esbeków przeciw im ofiarom?
Tu dochodzimy do sedna mojego stanowiska - jest ono dość banalne, ale za to oparte na zdrowym rozsądku. Przecież sprawa lustracji jest u nas w Polsce postawiona na głowie! U nas wyłącznie interesuje się donosicielami - czyli ofirami, zamiast ścigać i wywrzeć słuszną sprawiedliwość na ich katach - na esbkach. Przecież to oni nadal zajmują ciepłe biznesowe posadki lub siedzą na tłustych emeryturkach, a ich ofiry są publicznie sekowane.
Dlaczego?
autor: empiryk, 08.01.2007, 16:33:06, 3, artykuł ma już:1 lat, 124 dni, 8 godzin, and 30 minut!