Poznałem go na przełomie listopada i grudnia 1998. Rekrutował mnie. Najpierw do Wydawnictwa Pascal, a kiedy w czasie rozmów wyszło moje żywe zainteresowanie Internetem - zaproponował mi kierowanie działem darmowych stron www w onet.pl.

Odbyliśmy w sumie chyba cztery rozmowy kwalifikacyjne. Tomek lubił drążyć temat - zarazem analitycznie go opracować, jak i odnaleźć w nim całkiem ogólny sens.
To on zaczął na serio mówić o tworzeniu społeczności internetowych - wtedy ich wzorem było Geocites, a dziś mówi się o Web 2.0 i user-generated content.
Był bardzo spokojnym i wyważonym człowiekiem. Otwartym na rzeczy nowe. Umiał zjednać sobie wszystkich wokół. Nie stwarzał żadnych barier.
Mimo, że był współzałożycielem portalu razem z Piotrem, był prezesem sporej i wciąż rosnącej firmy - nigdy nie podał w manieryzm budowania wokół siebie dworu. Zawsze skupiony na określonym celu, umiał precyzyjnie uchwycić sedno rzeczy. Wtedy jego gabinet był niemal pokojem przechodnim. O rzeczach kluczowych można było z nim dyskutować wszędzie - niejednokrotnie wprost na korytarzu, w kuchni, czy przy wspólnym obiedzie w bistro pod 13tką na Miodowej.

Umiał rozmawiać z ludźmi. Potrafił okazać zainteresowanie osobowością pracownika, tym, co było unikalne. Widział w nas ludzi, a nie trybiki wciąż rosnącego mechanizmu.

Kiedy około dwa lata temu zaczął wycofywać się z czynnej działalności, nikt nie przypuszczał, że tak to się zakończy.

Oficjalnie pożegnaliśmy Tomka w miniony czwartek. Zmarł tuż przed Bożym Narodzeniem, nagle w wieku 41 lat.