Celowo odwlokłem ten wpis do teraz - do momentu, kiedy święta Bożego Narodzenia w zasadzie już są za nami.

Serdecznie dziękuję za wszystkie życzenia, które otrzymałem ja osobiście i cała moja rodzinka.
Zawsze jest tak, że kiedy rozsyłam życzenia innym, to znajdzie się osoba o której w tym momencie zapomnę i pominę ... a ona mi śle swoje życzenia! I wtedy mam poczucie rozczarowania własną ciapowatością i zwyczajnie głupio się czuję. Jakoś tak niechętnie wtedy wysyłam życzenia w odpowiedzi - jakbym mógł nadrobić własne braki.
Zatem ci, którzy wysłali mi życzenia bez odzewu z mojej strony niech mi wybaczą i okażą wyrozumiałość. Myślę o was.

A wszystko przez czasowysysacza.

Czasowysysacz zaatakował ze zdwojoną energią chyba około listopada. Sprawił, że niewiele wpisałem do bloga, niewiele dałem komentarzy u internetowych znajomych. Razem z całą zawieruchą, jaką mieliśmy w pracy w efekcie nie miałem nawet skrawka swobodnej myśli, dzięki której można by cokolwiek ciekawego lub rozsądnego w czasie pracy obmyślić.
A kiedy nadchodził weekend, to odpalałem komputer w zasadzie tylko, aby pobrać pocztę z serwera. Nadszedł etap niechęci do tego narzędzia. Nic a nic - ani odrobiny odkrywania nowych programów, ani sekundy nad projektowaniem nowej, właściwej docelowej skóry dla http://camera.art.pl, ani nic innego. Pustka, plaża.

Czasowysysacz to Kacper. Oboje z Anetka oczywiście wiedzieliśmy, że co najmniej pierwsze dwa lata z dzieciakiem takie właśnie będą... ale to, co obecnie przeżywamy chyba przerasta nasze oczekiwania: dom w całkowitym rozkładzie - prawie codziennie nadaje się do generalnego sprzątania, cokolwiek poprawisz, posprzątasz, ustawisz... za krótką chwilę już jest zdemolowane. I to wysysa cały wolny czas. Ponadto: Kacper coraz lepiej chodzi - w zasadzie porusza się niemal samodzielnie, ale jak się ma w domu tyle ostrych krawędzi, schodów, drzwi, którymi można sobie przytrzasnąć palce etc. to spędzanie czasu polega na chodzeniu za dzieckiem krok w krok i pilnowaniu, żeby sobie krzywdy nie zrobił. Czyli - niby sam chodzi, ale my razem z nim.
Więcej - od pewnego czasu Kacper uwielbia opowieści z książeczek ilustrowanych: czyli opowiadanie, co takiego widać, co takiego dzieje się na kolorowych obrazkach. I to po sto razy to samo!
Tak to działa. Tacy są mali ludzie czyniący wielkie demolki.

Sam nawet nie wiem, jak udało mi się naskrobać powyższą notkę ... Pewnie dlatego, że u Paulinki jest jej koleżanka, więc obie wzięły na siebie zajmowanie się Kacprem.

czasowstrzymywacz