Dziwnie się to koło losu kręci. Czasami chyba jest mocno zwichrowane, ale ma cechę powtarzalności. Oto Kacperek powiela niemal co do tygodnia to, co spotkało Paulinkę w wieku jednego roku - tzw. gorączkę trzydniówkę.

Polega ona mniej więcej na tym, że bez jasnych przyczyn dziecko zaczyna gorączkować - gorączkować wysoko, nawet 40 stopni. Gorączce nie towarzyszą żadne inne objawy: nie ma kataru, kaszlu itd. - nic tylko temperatura. Oczywiście jest osłabienie i brak apetytu.
Nie pomagają żadne medykamenty - poza tymi na zbicie gorączki, która zresztą szybko powraca. Ale powraca tylko przez trzy dni. I koniec.

Przy Pulince mieliśmy cykora i to strasznego - przecież jak rodzice widzą swoje pierwsze, ukochane 12-to miesięczne dziecię, które opada im na rękach zmożone 40-toma stopniami, to można lekko spanikować. My wtedy spanikowaliśmy. Uderzyliśmy do lekarki - ona zaaplikowała mocne zastrzyki raz dziennie. Ale problem w tym, że my katowaliśmy nasze dziecię, a mimo to jego stan nic a nic się nie poprawiał. Aż trzeciego dnia poszliśmy na kolejną wizytę, bo sprawa wydawała nam się już dość poważna. Wtedy pielęgniarka w pokoju zabiegowym - robiliśmy przecież kolejna porcję cholernych zastrzyków - raz rzuciła okiem i rzuciła od niechcenia:
państwo się nie przejmują, to jest trzydniówka, jutro będzie już po wszystkim. Dostanie drobnej, nieszkodliwej wysypki i to będzie znak, że koniec.
I ta pielęgniarka miała rację co do joty.

I teraz - po jedenastu latach, kiedy Kacper w miniony czwartek zaczął dość mocno gorączkować (na początek 38,5), zachowaliśmy z żoną spokój - bo nic nie można było zrobić. Czekać. I opiekować się bezradnym malcem, którego gorączka wyczerpywała z godziny na godzinę. Nawet do lekarza nie poszliśmy. Zresztą Kacperek przechodził trzydniówkę łagodniej niż Paulinka: te 38,5 stopnia to było maksimum - Paulina kilka razy dobijała do czterdziestki. Wczoraj rano już gorączki nie było, a wieczorem pojawiła się na całym ciałku drobna, czerwona wysypka.
I to w zasadzie koniec tej zaskakującej zbieżności. Na chwilę obecną Kacper powoli odzyskuje siły i apetyt, choć pewnie w pełnej formie będzie w czwartek/piątek.

Więc życzmy wszystkim zdrowia!