Popołudniem zajrzałem do Żabki w celu zakupu produktów spożywczych na posiłek kolacją zwany. Płacę przy kasie. Za mną widzę stoi Chinka/Wietnamka/Laotanka/co tam chcecie - albo wprost: kelnerka z knajpy podającej chińskie żarełko... i co widzę w śniadych rączkach?
Kubek z jakimś instantem made by Winiary!

Aż mi szczęka opadła - przecież w tej knajpie można dostać (w zasadzie) prawdziwe, gorące jedzenie, więc co spowodowało, iż azjatka wybrała w 100% sztuczny produkt znad Wisły? :)