Fajnie, prawda? Aby nie było niedomówień - cieszę się z wygranej nad potęgą piłkarską jaką jest Portugalia. To było zasłużone zwycięstwo: byliśmy lepsi. Przede wszystki dlatego, że byliśmy lepiej zmotywowani i dopisało nam szczęście - tu mam na myśli fak, iż nasza drużyna jako pierwsza strzeliła bramkę.

Druga bramka była już tylko dopalaczem.

Ale nie popadajmy w charakterystyczny dla naszego narodu hurra-optymizm. Nadal każdy pozostały mecz w tych eliminacjach to będzie mecz o wszystko. I drugi raz tak nam się raczej nie powiedzie.

Przyznaję też, iż wynik obstawiałem na 1:3 dla wicemistrzów Europy. Zatem teraz odszczekuję.

Jednak z moich wróżb przedmeczowych jedno się sprawdziło: postawa młodego Smolarka. W mojej ocenie był w naszej drużynie najlepszym zawodnikiem tegorocznego niemieckiego Mundialu i konsekwentnie potwierdza to nadal. Ale zwróćmy uwagę: Smolarek został w zupełności wychowany poza polską piłką nożną - najpierw bodaj w Holandii, a potem w Niemczech. W polskich ligach nigdy nie grał.
Słowo o Rasiaku. Nie podzielam oceny mojego idola, czyli Rafała Steca, który ma wysokie mniemanie o Rasiaku. Owszem - woczoraj Rasiak zrobił swoje i w paru sytuacjach zachował się właściwie, ale mimo to - wystarczy skupienie się na obserwacji tego zawodnika, żeby zobaczyć , jak wiele mu brakuje i jak mały postęp prezentuje - wszystko oczywiście w kontekście jego potencjalnych możliwości. Nadal jest ruchowo niedorozwinięty i technicznie mizerny: musi dostać piłkę na tacy, żeby właściwie ją odegrać lub strzelić. Ale wczoraj akurat nie zawiódł i za to mu chwała.

Polscy kopacze piłkarscy w jednym mnie jeszcze wczoraj zaskoczyli - otóż wytrzymali kondycyjnie! To było niesamowite. Zwłaszcza, jak wspomnę ich postawę w Niemczech - sił wystarczło im na maks 20-30 mint pierwszej połowy, potem już lecieli na oparach. W drugich połowach w zasadzie preferowali spacery zamiast walki o piłkę i powroty spod pola karnego przeciwnika (o ile oczywiście udało im się tam dostać). A wczoraj - proszę jak fajnie: Portugalczycy nie zabiegali ich na śmierć, przeciwnie - dociągnęli na równi z czwartą drużyną świata do końca.
No zgoda - może nie do końca, bo nasi kopacze zapomnieli, że mecz trwa do końcowego gwizdka arbitra i dlatego w doliczonym czasie Portugalczykom udało się strzelić honorowego gola.

Na koniec powtórzę - wczoraj polscy kopacze w piłkę zagrali dobry mecz: prawie jak zawodowi piłkarze. Jednak prawie robi sporą różnicę. To był raczej wypadek przy pracy - i to wypadek Portugalczyków, którzy całkowicie nas zlekceważyli.
Moją ocenę niech potwierdza fak, że w zasadzie powinniśmy mecz wygrać co najmniej 4:0. A tak się nie stało. Zatem w sumie - niewiele się zmieniło.
Ale przynajmniej było miło i emocjonująco.