Nie nie nie - nie chodzi ani o rozpad koalicji, ani o Oddział Y, ani o nowe aresztowania sędziów piłkarskich, ani o nowe wybory parlamentarne, anie nawet o ceny paliwa na stacjach.
Skrótowo mówić: chrzanię to.
Przeraża mnie do głębi marnowanie zasobów ludzkich. I to tych najlepszych.

Właśnie przeczytałem o Pawle Korzeniowskim - mistrzu świata i Europy w pływaniu, który chce opuścić Polskę:

Co skłoniło mnie do takiej decyzji? Od roku jestem mistrzem świata, tymczasem wciąż nie mam sponsora. Jak jestem w Warszawie, to muszę wstawać o piątej rano na trening. Prawie 300 dni w roku spędzam na obozach, bo w Polsce są tylko trzy baseny 50-metrowe. Przez to zawalam studia. Jestem na AWF już trzeci rok, a nie zaliczyłem nawet pierwszego. Nawet gdybym chciał nadrobić zaległości, to będą kłopoty, bo zmienił się system studiowania i powstały różnice programowe. Nie wiem, jak sobie z tym poradzić. Jestem mocno rozgoryczony. Finansowo nie stracę, jeśli wyjadę. A będę miał szansę skończyć dobrą uczelnię i zapewnić sobie start po zakończeniu kariery – dodał.

Mistrz świata i Europy nie znalazł w 38 milionowym kraju sponsora? Żaden Kulczyk, czy inny Wielki VIP go nie chce okleić naklejkami? Bardzo dziwne.
W kraju tak złaknionym sukcesów na miarę kontynentu, a nawet świata? W kraju, gdzie skoczek narciarski - z zawodu budowlaniec (blacharz) - staje się bożyszczem? I co się dzieje - oto 21letni, rozwojowy zawodnik światowej klasy nie widzi u nas przyszłości. Bardzo dobry przykład dla młodzieży, która zechce pójść w ślady mistrza (?).

Oczywiście Korzeniowski znajdzie hojnego sponsora za ocenem, sponsora, który zapewni mu jakiś start po zakończeniu kariery. Życzę mu tego. Ale piszę tę notkę nasiąkniętą lekką goryczą, nie z miłości do pływactwa (bo ta dyscyplina interesuje mnie jeszcze mniej niż skoki narciarskie), ale z przerażenia, które mnie ogarnia, jak wiele pozytywnej energii marnuje się u nas. Ale Korzeniowski nie jest wyjątkiem - parę dni temu pospołu Ministerstwo i PSPS solidarnie dali ciała przy męskiej reprezentacji siatkarzy. którym nie wypłacono stypendiów.

Takie przykłady można by mnożyć w każdej dziedzinie życia.
Pamiętacie inwalidę Janka Melę, który jakiś czas temu zdobywał z Markiem Kamińskim oba bieguny? Otóż jak jupitery telewizyjne wygasły i nie ma sensacji wokół, to dziś chłopiec musi walczyć o pieniądze na przeżycie?
Ręce opadają. Nie chce mi się dalej pisać.