W Stoczni Gdańskiej wystąpi David Gilmour, a dzień wcześniej swój spektakl muzyczny pokaże w Polsce Roger Waters - dwaj liderzy Pink Floyd, dwie ikony rocka symfonicznego. Będzie się działo. Jednak uczciwie wyznam, że nie mam dreszczy z okazji tych koncertów.
Nie dlatego, że te trzy ikony nie budziły moich uczuć - wręcz przeciwnie. Jak tylko sięgam moją muzyczną pamięcią, to wypełniona była obok Led Zeppelin i Black Sabbath głównie Pink Floyd. Nie jestem już tego pewien, ale pierwszą płytą Pink Floyd, którą poznałem i głęboko dażę uczuciem do dziś jest Dark Side Of The Moon. Ale jak wszyscy wiemy, to był tylko wierzchołek góry lodowej. Do dziś mam ciarki, jak przypominam sobie mroczne klimaty More, czy Animals (pamiętacie okładkę?!). Psychodelia plus progresja i symfonia zarazem. Z jednej strony mamy epokę anarchii punka, a tu Pink Floyd!
Niestety nie umiem wskazać mojego dzebest z ich repertuaru - w zasadzie musiałbym wybrać niemal wszystko począwszy od More ... a skończywszy na porywającym The Gunners Dream z albumu Final Cut. Należę niestety do tej grupy nieszczęśników dla których wydawnictwo z 1983r. jest końcem twórczej kariery Pinkt Floyd.
A Momentary Lapse of Reason i to, co nastąpiło potem to już tylko wyraz siły woli i pewnego talentu Gilmoura - krótko: wielokrotnie rozcieńczony Pink Floyd nie wart dłuższej uwagi. Samego gitarzystę Pink Floyd mam jednak w dużym szacunku: gra niezwykle koloraturowo i traktuje instrument jako środek do budowania często niezwykłych muzycznych pejzaży. Świetny solista - ale głównie w ramach Pink Floyd. Nie miał za wielu ujawnień jako muzyk sesyjny i to czegoś dowodzi. Jego solowe płyty - w tym tegoroczna On an Island nie robiły na mnie wrażenia, mimo, iż generalnie są dość udane. Ponadto chylę czoła przed Gilmourem, ponieważ wykazał się genialną intuicją odkrywając przed światem niezwykłą gwiazdę: Kate Bush.
Z moim osobistych gilmourowskich perełek bardzo polecam jego gościnny występ na płycie innego geniusza rocka - Paula Rodgersa Muddy Water Blues: A Tribute to Muddy Waters - kto by pomyślał, że Gilmour może się miło wpasować w czysto bluesowe klimaty?
Jednak podkreślam - Gilmour błyszczał najbardziej tylko w Pink Floyd: gdy obok siebie miał Rogera Watersa. Zgoda - obaj panowie nie żyli w jakiejś osobistej głębszej przyjaźni, ale muzycznie razem - przynajmniej do The Wall - tworzyli genialnie. To ich odmienne wizje przyszłości zespołu spowodowały najpierw wydanie dość niezwykłej płyty The Final Cut i następnie rozpad grupy, lub ściślej - odejście Watersa. The Final Cut to głównie dzieło Watersa wspomaganego tylko sporadycznie przez gitarzystę - pozostali muzycy Floydów w zasadzie tylko asystowali. Ale mimo tego, że The Final Cut nie jest czystym Pink Floyd i odstaje wyraźnie od gęstego i urozmaiconego kolażu znanego z The Wall, to jednak jest pomostem do dzieła wręcz genialnego: The Pros and Cons of Hitch Hiking, które łącznie z The Wall i Final Cut tworzą pewną autobiograficzną (Watersa) całość.
I ponownie w mojej ocenie mamy do czynienia z taką samą sytuacją jak przy Gilmourze - Waters po wspomnianym albumie solowym już nie zaoferował niczego poruszającego. Radio K.A.O.S. (1987) to już tylko rytmiczna i ułatwiona wersja Autostopu.
Waters bez Pink Floyd jest tylko ikoną bez przyszłości.
Obaj muzycy ponikąd podzielili się rocznicowymi okazjami w Polsce. Waters z swoją operą Ca Ira będzie składał hołd ofiarom poznańskiego czerwca 1956r. Natomiast Gilmour będzie częścią gdańskich ochodów rocznicy Sierpnia 80.
Co do samego koncertu gitarzysty Pink Floyd w Polsce, to cieszę się z tego koncertu. Dla mnie zapowiada się on o wiele atrakcyjniej niż mierne elektroniczne brzdąkanie J.M.Jarrea sprzed roku. Przede wszystkim będzie tu muzyka, a nie udawanie muzyki. Niestety będzie kłopot z oglądnięciem tego widowiska w tiwi, bo telewizja reżimowa nie dogadała się z organizatorami występu i prawa do spektaklu przejął Polsat:
Stacja ta nie przeprowadzi jednak transmisji z tego koncertu, gdyż - jak twierdzi Plakwicz - nie ma szans, żeby muzyk zaakceptował transmisję koncertu przez komercyjną telewizję. Show byłego lidera Pink Floyd będzie nagrywać 35-osobowa grupa telewizyjna z Londynu. Nagranie będzie mogło być potem wydane na płycie DVD.Więc generalnie z oglądania Gilomoura na szklanym ekranie na żywo lub w retransmisji nici.
A szkoda.
autor: empiryk, 25.08.2006, 18:16:23, 8, artykuł ma już:1 lat, 261 dni, 21 godzin, and 42 minut!