dodane dotąd komentarze
Nie miałem okazji rekrutować, ale wielokrotnie byłem rekrutowanym. I przyznam szczerze, że stresowała mnie moja pierwsza rozmowa kwalifikacyjna, miało to miejsce w 1997 r. Każda następna, to po prostu rozmowa bez większego stresu z dozą luzu i pewnością siebie. Może ja jakiś inny jestem? ![]()
Rozmowy kwalifikacyjne... taaak
. Muszę uczciwie przyznać, że przez te kilka lat mojego studiowania nie odbyłem ANI JEDNEJ normalnej rozmowy kwalifikacyjnej. Nie było "assessment centre", testów, o jakich mówią koledzy z uczelni np. ekonomicznych. Jak wyglądała piersza - sam wiesz, Krzysztofie, najlepiej
A potem było coraz bardziej oryginalnie : dwa razy zostałem ściągnięty "alarmowo" ( raz z mojej inicjatywy, raz z polecenia), a "rozmowa" trwała kwadrans i odbyła się np. około godziny 17, w Niedzielę (!). Innym razem było to spotkanie na mieście, w kawiarence Tchibo (urok agencji reklamowych ). W jeszcze innym przypadku - stażu w dawnym URTiP,omost - sam fakt mojego pojawienia się był dostatecznym powodem przyjęcia do pracy, do której jednak się przydałem, w stopniu niewiele, ale jednak większym, niż założenia przewidywały ![]()
Osobiście jakoś nie miałem problemów z nawiązywaniem kontaku, aczkolwiek pewne napięcie a potem niekończące się autoanalizy towarzyszyły każdemu tego typu spotkaniu.
Stwierdziłem, że zdecydowanie lepiej wychodziło mi rekrutowania kogoś (też mnie nie ominęło ) niż rekrutowanie siebie. Jakoś spokojniej i ogólnie lepiej to wszystko wychodziło.
Pytasz : co jest przyczyną tego stanu rzeczy ? Nie chcę się wymądrzać - ale coraz częściej sam dostrzegam fakt, że powszechnym staje zamiłowanie do instrukcji, schematów, wzorów oraz opierania całej aktywności właśnie na nich.
Inicjatywa - w naszym systemie edukacji zazwyczaj niemile widzina - jest tępiona na każdym kroku. Co gorsza, są tacy, których minimum samodzielności po prostu boli. I potem mamy efekt w postaci, przykładowo, absolwenta Informatyki
Uniwersyteckiej, który w czasie studiów NICZEGO poza programem nie zrealizował, nie ma wizji własnego rozwoju, nie ma nawet zainteresowań
Znajomy, który taką rozmowę przeprowadzał (będąc samemu o 3 lata młodszym od aplikanta ) był zdruzgotany. Zresztą, samemu będąc naprawdę ... miernym studentem, usłyszałem nie raz zarzuty w rodzaju "po co Ci to", "ty się tym interesujesz, a inni nie muszą" i takie tam.
Obstawiam więc wariant "wklepania kilkunastu zdań w nadzieji, że wystarczy". Przy czym może było to nawet Ctrl+C/Ctrl+V ![]()
Nie wiem, jak inni; wzór C-V mam jeden, z którego tylko w razie potrzeby usuwam jakieś wpisy. Natomiast listy motywacyjne piszę zawsze indywidualnie "pod osobę", a jeżeli tak nie można - to "pod ogłoszenie". Jak to działa, tego nie wiem, gdyż dotąd potrzebne były zaledwie raz (sprawdziły się). Czyli system może być do niczego.
Postawa "mnie się należy" ? Nie sądzę. Raczej przeświadczenie i tak się nie uda, to po co się wysilać a potem tłumaczenie sobie i innym i tak mi nie zależało. Oczywiście, to tylko moja teoria nie poparta niczym poza moją prywatną quasi-statystyką.
@RAFi
No nie sądzę, żebyś był inny - jesteś raczej normalny (w pozytywnym sensie tego słowa). Oczywiście biorę poprawkę, że niektóre z tych osób były na takie rozmowie pierwszy raz w życiu i to może skutecznie zmrozić człowieka; ci, którzy mieli już parę rozmów za sobą natychmiast się odróżniają i można ich łatwo wyłuskać.
@PMD
CV/motywacyjny mówią o cżłowieku baaardzo mało. Jeśli już to co najwyżej negatywnie - czyli jako ktoś nie umie porządnie napisac tych krótkich ujawnien, to odpadnie w przedbiegach: nie dostanie zaproszenia na rozmowę nawet. Tu jestem dość tolerancyjny i bez problemu wezmę pod uwagę treść ewidentnie pochodzącą z ctl+C/V - przynajmniej goście umieją odszukać właściwe wzorce, prawda?
Natomiast zaskoczyło mnie to, iż tak niewielu z nich pokazało się jako ludzie z właściwośiami, tacy, którzy mają charakter, zainteresownaia, pasje i umieją o nich zachęcająco opowiedzieć... to jest cholernie ważne.
1. Kolega, który w ramach praktyk kieruje jakąś budową na AGH, twierdzi, że ci bardziej rozgarnieci robotnicy siedzą już w Irlandii, została ta druga połowa. Podobnie zapewne z kandydatami na praktyki, czyli studentami. Ci z inicjatywą pracują na świecie.
2. Nie wiem jaki to jest charakter praktyk i co oni mają robić konkretnie, ale... uważam, że praktyki powinny być płatne i tyle. Czy to całe "doświadczenie" które zdobędą i prestiż w CV ma zrównoważyć całkowity brak korzyści materialnych? To czy tacy dostają wynagrodzenie, domyślam się, nie od Ciebie zależy, ale to też może być odpowiedź, dlaczego miernota przychodzi - ci lepsi znaleźli praktyki płatne.
żeby było jasne
nie staram się usprawiedliwiać *nieprzygotowania*, a raczej wyjaśnić zjawisko.
acha, jeszcze inny możliwy powód: rozmaite poradniki sugerują, by w ramach treningu "pochodzić sobie" na różne rozmowy, na luzie i bez intencji znalezienia tam pracy. Może i tacy przyszli?
@Vroobelek
Co do robotników to trudno mi ocenić sprawę - jaka ich część wyjechała - czy ta bardziej, czy mniej rozgarnięta? Natomiast ja akurat szukałem ludzi z wyższym wykształceniem do pracy przeciez jak najbardziej biurowej.
Co do odpłatności za praktyki - być może jakaś niewielka płaca się należy - coś podobnego do ryczałtu. Ale nie jestem do tego przekonany. Sam miałem praktyki zarówno robotnicze w szkole średniej i potem na studiach w szkole. Były to właśnie paraktyki jednomiesięczne - nieodpłatne. Inaczej jest w praktykach zawodowych np. w szkołach zawodowych - tu uczeń pracuje u majstra i dostaje wypłatę (sprawę upraszczam dla ilustracji, bo szkół zawodowych ponadpodstawowych już w zasadzie nie ma - są szkoły średnie profilowane zawodowo, np. licea zawodowe).
Bądźmy szczerzy - praktykant na miesięcznym stażu ma się czegoś tam nauczyć i głównie przyglądać- nie jest pełnoprawnym i wykwalifikownaym pracownikiem, nie wnosi tych kompetencji, jakie ma regularnie zatrudniony człowiek. Więcej - przecież taki praktykant wymaga stałego dozoru i pomocy od osoby już pracującej, więc de fakto obniża jej wydajność. Innymi słowy - jest tu dysproporcja: praktykant zyskuje znacznie więcej niż podmiot dający mu możliwość odbycia praktyki.
Krzychu,
Jaka praca taka placa. Jestem zdecydowanym wrogiem bezplatnych praktyk, szczegolnie w tak duzych i bylo, nie bylo, dochodowych firmach jak Onet.
Za prace nalezy sie placa i tego moim zdaniem nalezy swiecie przestrzegac. Chocby najmniejsza.
Dokladnie. Firma wymyslila ze za darmo znajdzie sobie 'murzynow', bo nie oszukujmy sie, praktykanci dostaja najgorsze prace, a ty sie dziwisz ze nikomu nie zalezy. I co to za doswiadczenie do wpisania w CV - za darmo moderowalem czat na onecie :->
Heh, jest nawet powiedzenie - 'jestes glupi jak komentarze/czat na onecie' ![]()
Oj koledzy... unikacie ja ognia odniesienia do faktów: praktykant to nie jest pracownik! Więc Grzesiu twoje demagogiczne hasło jest zupełnie do luftu.
@btd
Żeby mieć taki wpis musisz się postarać. Może spróbujesz? Bo komentarze - też te na onecie sam możesz dodawać. ![]()
@RAFi nie jesteś jedyny taki inny ![]()
@Vroobelek no bez przesady. Ja jestem w Polsce i szukam pracy
Czy to znaczy, że jestem nierozgarnięty? ![]()
Ale z tą płacą to też trochę racji. Ci, którym naprawdę zależy szukają pracy/praktyk płatnych. To oczywiste. Dzisiaj nie każdy może sobie pozwolić na praktyki bezpłatne bo żyć za coś trzeba. I popieram btd, że co to za prestiż jaki mają w CV umieścić po takich praktykach?
@walth
żeby dostać od kogoś pieniądze, to trzeba coś wartościowego zaoferować drugiej stronie, prawda? Z tej mojej drobnej obserwacji wynika jedno: że niewielu to umie.
@ogół dyskutantów
Płacić - nie płacić; oto jest pytanie.
Dla mnie sprawa jest jasna w tym sensie, że obie strony muszą coś z tego mieć. W najprostszym przypadku : praktykant papierek, praktykodawca - satysfakcję z dobrego uczynku. Najważniejsze jest jednak, aby obie strony dobrze wiedziały, czego mogą oczekiwać i traktowały siebie poważnie. Dwa razy zdarzyło mi się faktycznie pracować za darmo w sensie finansowym. W obu przypadkach uważam, że nie wyszedłem na tym źle. Na jednej praktyce sporo się nauczyłem, w innej miałem okazję 'bez ryzyka' sprawdzić się w prawdziwej, realnej działaności. Fakt, że jedna skończyła się świetnie, a druga wręcz przeciwnie - ale istotne jest to, że układ był od początku jasny. Nie widzę problemu, uważam że praktyki mogą być zarówno płatne jak i darmowe. Kwestia dogadania.
Kiedyś na uczelni reklamowała się znana, i 'kasiasta' firma zajmująca się ściąganiem długów. Szukali osób na 3 miesięczną, darmową praktykę. Wymagania nie z tej ziemi, a w zamian zaświadczenie. Po własnych doświadczeniach wiem, że przy skali problemów jakie mogą występować w ich sieciach, po prostu szukali darmowej siły roboczej. Zresztą, podobnie postępował jeden z banków oraz .. co już było najciekawsze ... jedna z instytucji unijnych.
@empiryk
"Praktykant to nie pracowanik" - tutaj moim zdaniem dużo zalezy od charakteru praktyki; oczywiście są takie, w której praktykant jest pewnym obciązeniem. Mogą być też takie, po których praktykant faktycznie zostawi po sobie jakiś tam dorobek. I znowu - ja miałem okazję być na obu tych pozycjach. Uważem, że w tym drugim przypadku, praktykantowi nalezy się jakieś wynagrodzenie - nawet nie w sensie pieniędzy, ale w zalezności od możliwości danego pracodawcy : wycieczka po firmie, przysłowiowy "uścisk ręki prezesa".. coś w tym stylu. Nie tylko masowo drukowany "papierek".
A ponownie : ponad wszystko kwestia wolności gospodarczej i porozumienia. Skoro obie strony się zgodziły, to mają, jak ustaliły...
@empiryk
Zapomniałem dopisać
Moim zdaniem, i tak wartość większości praktyk nie polega na zarobionych tam pieniądzach czy zdobytym doświadczeniu związanym z przedmiotem praktyki wpisanym do umowy, ale na tym o czym się będzie rozmawiać z innymi pracownikami, w zobaczeniu 'branży' od środka a czasem i nawiązaniu kontaktów.
Grzegorz Kwolek
Nie byłbym tak radykalny w osądach, w XXI wieku
; przykładowo, dla mnie, istnieją zajęcia do których wykonywania nawet mógłbym dopłacać, gdybym tylo był w stanie, a są i takie, których nie zamierzam się podejmować choćby w nagrodę oferowano złote góry pełne pięknych blondynek.
Dokładnie tak - wynagrodzenie dla praktykanta jest możliwe w niektórych praktykach. To już napisałem wcześniej. Tu się zgadzam. Moje stanowisko jest takie właśnie: z góry sytuacja ma być całkiem jasna dla obu stron - jeśli ktoś uważa, że będzie dla niego korzystnie poświęcić miesiąc na darmową praktykę, to nie widzę przeszkód. Ale stanowczo nie zgadzam się, aby z tego powodu, iż jakaś tam praktyka jest darmowa, to można do niej podchodzić lekceważąco bo skoro mi nie płacą, to ja też nie będę się starał -- taka postawa jest karygodna.
I jeszcze jedno: są różne stopnie wtajemniczenia zawodowego - najniższym jest właśnie podstawowa praktyka zawodowa, wyżej jest praktyka rzemieślnicza (czeladnicza, mistrzowska etc.), potem przysposobienie do zawodu, dalej - okres próbny do zatrudnienia właściwego, i wreszcie normalna praca... i tak dalej. Nie zapominajmy, że to są często bardzo odmienne sytuacje. My tu mówimy o tym najprostszym i najniższym poziomie.
Krzychu,
Sprobuj spojrzec na to z perspektywy makroekonomicznej.
Przeciez tabuny praktykantow, wykonujacych za darmo nieraz nawet przez okres 6 miesiecy zadania wykwalifikowanych pracownikow po prostu psuja rynek pracy.
Czesto spotykam sie z firmami ktore wola przyjac 6 darmowych praktykantow niz 1 doswiadczonego pracownika.
I takie zachowania trzeba tepic.
@Grzegorz
Plotki głoszą, że Duży Polski Producent Oprogramowania postępuje w bardzo podobny sposób. Efektem jest olbrzymia rotacja kadr i spadająca jakość dotąd cenionych produktów. Co do tępienia takich zachowań - tym powinny się zająć mechanizmy rynkowe. Jeżeli oczywiście jakieś funkcjonują jeszcze ... ![]()
[b]@empiryk/b]
Pełna zgoda... ale... to gdzieś jeszcze taki podział "stopni wtajemniczenia" się uchował ? ![]()
Krzychu, a ja trochę z innej beczki. Powiedz, czemu Onet przyjmuje na bardzo wiele stanowisk wyłącznie osoby do pracy w Krakowie, a nie oferuje tej pracy zdalnie? Przecież jak patrzę na ogłoszenia pracy w Onecie, to spokojnie 70% z nich mogłoby być wykonywane z dowolnego miejsca na świecie.
@Grzegorz
To o czym piszesz to się nazywa niewolnictwo. Ja nie znam takich przypadków. Chyba twoja własna historia w Firmie Matce była całkiem inna.
@Mikołaj
Odpowiedź jest prosta: bo nie ma takiej możliwości. Nie ma u nas pracy zdalnej. Przyczyna jest prosta - bo architektura oprogramowania nie przewiduje takich sytuacji. Serio. Oczywiście to może się zmienić, ale na dziś tak właśnie jest. Naturalnie jest spora ilość sytuacji, gdzie odpowiednio przygotowane i uprawnione osoby wykonują różne operacje (programowanie, zarządzanie etc.) zdalnie - ale to było i jest traktowane jako wyjątki od reguły. Ponadto - po drugiej stronie lusta jest (w pewnym sensie) zupełnie inaczej - dlatego popularne wyobrażenia, jakie mają internauci (także ci zaawansowani) o Firmie niemal zawsze mijają się z prawdą.
Przyznam, że mnie trochę zdziwiłeś. Wydawało mi się, że niedostosowanie architektury do pracy zdalnej to norma w małych firmach, zaś w dużych to się wprowadza, bo daje to oszczędności...
Ja tu nie widzę wielu okazji do oszczędności - wręcz przeciwnie. Pomyśl choćby o rzeczy tak prostej, jak konsultacja w pracy grupowej (a praca grupowa to standard) - siedząc w odległej miejscowości jesteś zdany tylko na telefony o ile zewnętrzne linie nie są zajęte. O ileż prościej zwyczajnie przejść przez korytarz i na żywo rozwiać wątpliwości lub wyjaśnić zaszły problem.
O kwestiach bezpieczeństwa wpuszczania ludzi z zewnątrz nie wspomnę.
Teoretycznie masz rację, ale generalnie (nie mówimy o Matce) przecież nie wszystkie zadania nietechniczne są / musza być grupowe.
Co do bezpieczeństwa, to też zależy od infrastruktury etc.
@empiryk, masz rację jeśli chodzi o karygodność olewczego podchodzenia do darmowych praktyk. Odbębnianie jest złe na początku kariery bo łatwo się do niego przyzwyczaić i uzależnić. A zapłata za praktyki powinna być adekwatna do "ważności" i jakości wykonanej przez praktykanta pracy. Nie musi być koniecznie finansowa, ale może na przykład dawać jakieś perspektywy czy co tam jeszcze. Czasami finanse są mniej atrakcyjne niż możliwość ciekawego szkolenia za (pół)darmo albo coś w tym rodzaju. To nie tylko wynagrodzenie ale i motywacja (o ile praktykant jest jej wart oczywiście).
@walth
Masz całkowitą rację. Załóżmy milcząco dość oczywistą rzecz: ktoś, kto się zgłasza na daną praktykę uznaje ją za wystarczająco atrakcyjną ....
A ja z chęcia bym poszła, gdyby praktyka nie okazała się parzeniem kawy bo i na takie propozycje się natknełam, właśnie skończyłam podyplomową PJWSTK i z chęcią poszłabym nauczyć się czegoś więcej. xanth666





![[Valid RSS]](http://born66.net/skins/v5/validRSS.gif)



