Rafał się zachwycił. Ja może mniej, ale i tak jestem bardzo zadowolony - to naprawdę dobra płyta. Im dłużej jej słucham, tym bardziej mi się podoba - czego i wam życzę.
Ale do rzeczy.
Czekałem na to wydanictwo z niecierpliwością. Należę do tej grupy starych zgredów, dla których funk-metal czy funk-rock, którego prekursorem byli Kiedis i ekipa jest wartością samą w sobie. Stąd moje uwielbienie dla Blood Sugar Sex Magik i stanowcze odrzucenie tego, co zespół zaprezentował w 1999 i 2002 roku. Californication odebrałem jako zdradę. Zdradę dobrego, solidnego rockowego grania na rzecz miałkich chórków, modulowanej elektroniki i średnio interesującego melodycznie szukania drogi do średniego pokolenia słuchaczy.
Swoją ścieżką - ja też jestem to średnie pokolenie!
Stadium Arcadium daje jednak nadzieję, że nie wszystko stracone. To poniekąd zestaw dla bardzo szerokiego grona odbiorców. Nie tylko dlatego, iż jest to podwójny album z 28 kompozycjami (pierwotnie wybrano je z 36!) - ale głównie dlatego, że RHCP pokazują swoją niesamowitą wszechstronność. Z przewagą twarzy rockmanów. Bez wątpienia muzycy dołożyli starań, żeby naleciałości a la Californication było mało, a może nawet bardzo mało.
Ale w tym eklektyzmie jest też kluczowa wada - to zestaw zbyt mało charakterystyczny - więc dla mnie średnio nadaje się na płytę roku. Już przy końcu pierwszej płyty jako słuchacz masz wrażenie pewnego zagubienia: cholerka - co tu wybrać? Co zapamiętać z Stadium Arcadium? Owszem: co utwór odnajdujemy jakieś zachwycające fragmenty, rozwiązania, aranżace, brzmienia, solówki... ale może to właśnie od przybytku głowa boli? Więc narzekania moje są zbędne?
Przejrzyjmy to dokładniej.
Płyta pierwsza - Jupiter.
Dani California - umiarkowany przebój tylko częściowo nawiązujący do Californication;
Snow (Hey Oh) - flety, jakby wyjęty wprost z Californication, ciekawe przejście z basem jako wiodącym instrumentem;
Charlie - funkujący jak za starych dawnych lat, wreszcie solówki gitarowe Frusciante, bardzo ciekawie zaaranżowane chórki, solówka Flea na koniec;
Stadium Arcadium - balladowo się rozwijający, oparty na bazie riffów Frusciante, niewielki udział klawiszowej elektroniki;
Hump De Bump - funk z Flea na ciężkim basie, trąbka dodaje barwy w drugie części - czyste rockowe wariacje, utwór mocno rozwojowy;
She's Only 18 - gitara wah-wah, bardzo ciekawe zaśpiewy Kiedisa, czysty rock bez stylizacji, dialog wokalisty z basistą, rockowa solówka Frusciante;
Slow Cheetah - akustyczny początek, ballada, śliczna miniaturka-solówka na koniec utworu;
Torture Me - atak basu na wstępie, potem straceńcza pogoń, proste rockowe granie z silnym charakterystycznym dodatkiem sekcji dęciaków i złożonych chórków, Frusciante ponownie pokazują swoje nieprzeciętne możliwości techniczne w solówce.
Strip My Mind - znów riff gitarowy jest podkładem całości, głęboko schowany zaśpiewowy chórek, ballada tęskniąca;
Especially In Michigan - wypełniacz, który poza solówkami giatarowymi niewiele ma do zaoferowania;
Warlocks - czysty funk jak z Blood, Sugar, Sex Magik, w tle organy hammonda;
C'mon Girl - basowe popisy Flea, śliczne pastelowe impresje gitarowe Frusciante, falująca energia;
Wet Sand - ładnie zaaranżowana (klawisze, brzmienia klawesynu nawet) ballada;
Hey - symaptyczna, wyluzowująca ballada w średnim tempie na koniec płyty
Płyta druga z zestawu - Mars:
Desecration Smile - gitara akustyczna z miękkim, niemal akustycznym basem w tle, mimo, że wprost nawiązuje do łagodnych brzmień Californication, być może pojawić się na kolejnym singlu grupy
Tell Me Baby - znów funk!
Hard To Concentrate - znów kandydat na singiel z ładnymi kongasami i solem Frusciante, który ujawnia nowe oblicze talenu - autora melodycznych solówek;
21st Century - mocna sekcja z wyniętym basem,
She Looks To Me - rockowa balladka, zwraca uwagę ukryte niejako z boku solo gitarzysty,
Readymade - silny, motoryczny kawałek, chwilami nawiązujący (sekcja i gotara solowa) do stylu Audioslave, ale przede wszystkim jest to klasyczne, rockowe granie okraszone obfitymi solami Frusciante, bez nadmiaru chórków;
If - piękna, ulotna, atmosferyczna ballada
Make You Feel Better - perkusja jak u wczesnych Police, a nawet Kiedis ma parę zaśpiewów wyraźnie nawiązujących do policjantów;
Animal Bar - rockowe granie, interesująca rytmika - trochę połamana wbrew konsekwentnej linii basu, niepokojące solo gitarowe;
So Much I - znów stary, dobry Red Hot: kapitalna motoryka, naprzemienne dialogi basu to z perkusją, to z gitarą solową.
Storm In A Teacup - znów funk, chyba nawet najmocniejszy na całej płycie akcent z znakmi firmowymi grupy - zawołaniami, ryczącą sekcją i poszarpanymi rytmami;
We Believe - trudno coś powiedzieć, może to: rock.
Turn It Again - przedziwny pokręcony rytm, ale nadal funk;
Death Of A Martian - ballada rockowa, ale bez przekonania.
Kończąc - nic tylko słuchać!
autor: empiryk, 05.06.2006, 12:09:06, 3, artykuł ma już:1 lat, 345 dni, 19 godzin, and 21 minut!