Właśnie - jak siedzieć w korku, to jakimś porządnym: takim z wartką akcję, nieoczekiwanymi zwrotami itd.. Dziś zdążam do pracy - każdy, kto wjeżdzał do Stołecznego Miasta Królewskiego z myślenickiej dwupasmówki wie, że sam wjazd do miasta jest dość szybki - polega na szybkim zjeździe z dwóch górek (rozpościera się z nich "malowniczy" widoczek na Viamot z prawej a z lewej na salon Skody). Wjazd jest szybki, ale zdradliwy - na tym szybkim odcinku są dwa skrzyżowania: np. kierowcy przejeżdżają z lewej strony (boczne drogi) przez obydwa pasy jazdy. Bywa, że w trakcie tego trudnego manewru muszą czekać na przełączce między pasmami jazdy i stamtąd się włączać do kontynuowania manewru.

Dziś właśnie na jednej z tych przłączek doszło do niezłej rozwałki - w mak poszedł Fiat Uno. Uderzył w tył wielkiego Kamaza. Uno się zapalił i jest do kasacji, zaś Kamaz miał lekko wgięte ochraniacze tylnego lewego koła :-).
Ta kraksa miała miejsce tuż powyżej stacji paliw Arge - koreczek w chwilę wydłużył się co najmniej do dwóch kilometrów. Kiedy zauważyłem (na liczniku 110 km/h) przed sobą, co się dzieje odruchowo poszedł hamulec, sprzęgło, luz, światła awaryjne. No i się udało - w lusterku widziałem Punto, które mnie chciało dopędzić i na mój widok (a w zasadzie tych świateł awaryjnych) nagle zaczęło gwałtownie hamować. Ocaliłem tyłek. No i stoję sobie w koreczku i po chwili widzę, że nie wszystkim udało się ostre hamowanie przed poprzednikiem w korku - autobus zatrzymał na lewej krawędzi swojego zderzaka terenowego Mercedesa! Zatem jak korek to zacny - z podwójną przeszkodą!
Autosuj miał trochę wgiętej blachy (max. 50 cm) i odgięty zderzak. Mercedes natomiast ostro skasował maskę - na nic się zdały stalowe rury na przedzie.