Takie coś znalazłem: http://cyberhate.org.pl/. I kolejny raz się ciężko zastanowiłem nad marnowaniem pozytywnej energii i zaangażowania. Ale to rzecz jasna nie jest wina autorów takiego i podobnych projektów. Obawiam się jednak, iż mamy tu kolejny przykład wojny z wiatrakami. Przyczyna?
Przyczyną jest to, że http://cyberhate.org.pl/ i koalicjanci nie mają metod skutecznego działania.
Otóż ich głównym celem jest walka z nienawiścią rasową, nietolerancją i podobnymi zjawiskami. Przykład główny koronny: tropienie i wyeliminowanie serwisów faszystowskich i/lub faszyzujących.
Ale ponieważ mam za sobą sporą praktykę jako abuse#, to wiem, że efektywność takich działań jest bardzo mała. Oczywiście skarżący może napisać, iż powołuje się np. na konstutcję lub KK - ba, może nawet precyzyjnie (być może poprawnie) wskazać odpowiedni paragraf - to jednak 75% korespondencji urywa się nagle, kiedy pytamy skarżącego się o precyzyjne wskazanie treści (tekstów, fotografii etc.), które rzekomo mają naruszać prawo.
Dlaczego tak się dzieje?
Ponieważ mamy często do czynienia ze zwykłymi łańcuszkami typu: poskarżmy się do abuse# na daną stronę WWW, bo tam jest swastyka! ... i zwiedzione tym osoby piszą albo jakieś szablonowe listy, albo własne listy, ale bez przemyślanej treści.
Tymczasem ja, jako przyjmujący o oceniający takie zgłoszenie muszę otrzymać komplet danych - nie jest moim zadaniem domyślanie się co autor zgłoszenia miał na myśli?
Jeśli ktoś jednak ma dość rozsądku i zechce wskazać konkretne, domniemane naruszenia prawa, to 98% tych wskazań dotyczy np. umieszczania treści piosenek różnych zaspołów rockowych (np. punkowych etc.) w których to piosenkach ma być propagowany faszyzm. I tak czasami bywa. Ale to wyjątki. Dlaczego tak się dzieje?
Ponieważ nasze sądy wydają wyroków skazujących dla takich kapel. Dlaczego? Nie wiem - przyczyn może być wiele. Ja się mogę tylko domyślać. Jednak właśnie brak takich prawomocnych orzeczeń skutecznie paraliżuje inicjatywy typu http://cyberhate.org.pl/. To, że publicznie mają one wsparcie monopolisty i potęgi internetowej, jaką jest NASK to za mało. NASK działa tylko w Polsce. Więc (neo)faszyści wyniosą się za granicę i już są bezkarni.
I jeszcze jedno. Zgłoszenia wskazują często strony, które są durnymi kopiami (CTRL+C/V) z innych stron - np. propagujących jakieś współczesne postacie neopoganizmu: bełkotu będącego mieszanką religii słowiańskich, kultu siły i biłej rasy. Tu akurat nie dziwię się wymiarowi sprawiedliwości: szkoda ich czasu na prostowanie koszmarnego zabobonu, jaki się pleni na takich stronach. Takie strony oczywiście nie propagują żadnej nienawiści. Są na to zbyt głupie.
Obok tego są cenne inicjatywy wyszukiwania i zgłaszania stron, serwisów, usług, gdzie szerzy się pedofilię. To zupełnie insza inszość. Tu są realne efekty. Podobnie, jak eliminowanie antysemityzmu.
Jednak eliminowanie i zwalczanie rzekomego faszyzmu to pięta achillesowa...
A tak mi się zebrało ... na kombatanckie wspominki.
autor: empiryk, 01.03.2006, 16:58:46, 2, artykuł ma już:2 lat, 73 dni, 15 godzin, and 20 minut!