Dwa tygodnie temu zbuntowało się moje ciało. Najpierw myślałem, że to kręgosłup szwankuje. Wiadomo - siedząca praca, mało ruchu, skrzywiona pozycja itd.. Poprosiłem Pawła o masaże. Ale efekt był skromny. Odwiedziałem więc lekarza - werdykt był prosty: zapalenie korzonków nerwowych. Dwie serie zastrzyków (Diclac, cococarbocilosum, pp, b12 bodaj ...) plus leki doustne. Przedwczoraj wziąłem ostatni zastrzyk. Chyba już powoli dochodzę do siebie: mogę wiązać buty, bez większego bólu prowadzić samochód, pracować min. 9 h przy komputerze w pracy.

No cóż - ta podagra dopadła mnie po raz pierwszy w życiu. Obrzydliwe i cholernie bolesna choroba. Unieruchamia nie tylko fizycznie, ale paraliżuje też mentalnie: silny ból zajmuje centralne miejsce pola świadomości i nie pozwala myśleć. Już nie wspomnę o ogólnej drażliwości i nerwowości podczas tej choroby. No nic ...