Właśnie koleżanka postanowiła się dowiedzieć, czy jesteśmy metroseksualistami? Wyszło, że nie jesteśmy Cool - nie jesteśmy nawet dandysami.

Ale przy okazji rozpoczęła się (to nie najlepsze słowo) licytacja kolekcji kosmetyków męskich.

Najpierw Wiktor zrobił swoje resume ... nie podam: niech sam poda, jeśli zechce Sealed Oczywiście przyjęliśmy metodę full - czyli kosmetykiem jest także zwykłe mydło, czy szampon ...

Moje wyszło dość umiarkowanie:  mydło - w zasadzie nie ma znaczenia, jakie - byle mydłem kostkowym było; choć najchętniej używam dziecięcego Kajtka. Szampon: z reguły jest to jakiś wynalazek przeciwłupieżowy. Niestety - przynajmniej raz w roku trzeba wyłożyć kasiorę na jego wersję leczniczą. Do tego dezodorant: w spreju - obecnie jest to coś z sportowej wersji Pumy. Jest także pianka do golenia. Równierz nie ma poważniejszego znaczenia, jaki to specyfik - liczy się jego cena. Ma być rozsądna. Pasta do zębów ofkorz: lubię miętowe ... I na koniec balsam po goleniu z Nivea, wersja soft.

Pod choinkę Najlepsza Z Moich Żon sprezentowała mi wodę toaletową Str8 Graphite.
Wtrącenie: ustaliliśmy taką hipotezę, że jest gradacja - od perfum, przez wodę perfumowaną do wody toaletowej ... tiaaa ...

Nie wyliczam niezbędnego hardware do golenia - używam wyłącznie klasycznej maszynki z wymienną żyletką. Jak trafię dobrą brzytwę, to chętnie poeksperymentuję. 

Koniec. Dużo? Mało?