Właśnie - wspomniałem w 'podsumowaniach 2005' o serialu Lost wyświetlanym przez TVP 1 w czwartkowe wieczory. Właśnie zakończyłem oglądanie dziewiątego - ostatniego odcinka drugiego sezonu tego serialu telewizyjnego. Oglądaliśmy to wspólnie całą rodzinką... i nie mogliśmy się oderwać.

Problem w tym, że w gruncie rzeczy mamy do czynienia z dość przeciętnym dziełem. W mojej dziesięciopunktowej skali jest to trójka - może 3 i pół. Ale mimo to nie mogliśmy się oderwać. Sezon pierwszy to 24 odcinki po trzydzieści pare minut plus ostatni - pełny 90-cio minutowy film. Sezon drugi to dziwięć 45-cio minutowych filmów - kręcone są kolejne.

Serial ten robi wrażenie świetnie przygotowanej manipulacji - takiego swoistego samograja. Przyznaje to wprost aktor grający jedną z głównych ról:

Gwiazdor wierzy, że serial sensacyjny o losach grupy rozbitków walczących o przetrwanie na bezludnej wyspie ma przed sobą co najmniej kilka sezonów, ponieważ scenarzyści mogą rozwijać w kolejnych odcinkach losy licznych bohaterów.

Za onet.pl

Jego struktura jest prosta jak drut: oglądamy bieżące przygody pewnej grupy bohaterów, ale te aktualności są co chwilę przerywane retrospekcjami opowiadającymi fragment z życia danego bohatera zanim wskutek wypadku (?) trafił na tropikalną wyspę z praktycznym kursem surwiwalu. A ponieważ rozbitków jest/było 48, więc opowiedzenie - via retrospekcja - ich życiorysów może zająć parę lat :)
A jak opowiemy już wszystko o tej grupie, to przecież można namówić scenarzystę, żeby nagle na wyspie pojawiła się inna grupa - albo inne grupy ludzkie ... i znów można zacząć zabawę od początku.

'Lost' jest kręcony raczej na niskim budżecie telewizji ABC, z pomocą aktorów trzeciego i czwartego garnituru, bez wykorzystania dostepnego współcześnie bagażu efektów specjalnych, raczej z dość przeciętnymi specjalistami od fotografii. Maniera fotografowania jest męcząca już po trzech odcinkach: poruszone zbliżenia na twarze sprawdzają się w kluczowych momentach, ale nie jako standard.
I tak dalej... takie minusy mógłbym jeszcze wyliczać dłużej. Ale nie w tym rzecz, bo pytanie brzmi: czemu ten przeciętny serial przykuwa uwagę?

Odpowiedź brzmi: ponieważ po bliższym przyjrzeniu się można stwierdzić, że autorzy serialu oferują nam pewne widowisko z ładnie napisanymi postaciami i wystarczająco intrygującymi zdarzeniami. Postacie, ich motywy, sens ich działań ładnie jest opisywany, a czasami nawet wyjaśniany właśnie za pomocą tych retrospekcji. Szczególnie uwydatnia się to po 15-tym odcinku pierwszego sezonu, gdzie położony zostaje akcent na postać grubasa-milionera, prześladowanego klątwą ciągu liczb: 4, 8, 15, 16, 23, 42.
Mamy tam także dość wciągający materiał zagadek. Mniej więcej w połowie pierwszego sezonu zaczynasz odbierać ten film jako zagadkę: czemu postać A zachowała się w sytuacji D tak, a nie inaczej? Skąd wzięły się tam takie, a nei inne instalacje? I czy wspomaniny ciąg liczb rzeczywiście służy do ratowania świata? Ile jest grup obcych? i tak dalej i tym podobne. To jest silna strona tego serialu. Ale oczywiście nie oczekujmy za wiele.

Nie otrzymamy tu tej niezwykłej kondensacji emocji i walki osobowości jak w słynnym Das Experiment, czy w przywoływanym kilka razy w Lost dziele Władca Much. To nie ten poziom - czy raczej głębia - obserwacji. Tym niemniej mamy przyjemną i utrzymaną w konsekwentnym klimacie opowieść typu cross-over, czyli pomieszaną gatunkowo.

Są tu elementy sensacji, przygodówki, horroru a nawet filmu rodzinnego (!). W ogólności - polecam. Ponoć od końca stycznia stacja AXN ma zacząć nadawanie poslkojęzycznej wersji drugiego sezonu Lost. bez problemu: można zasiąść i oglądać. Zapewniam - nie poznacie rozwiazania intrygi wyjściowej.
Może takowej nie ma?