Muzyka
To ostatnie i krótkie podsumowanie minionego roku. I nie chcę być tu źle zrozumiany - ja nie napiszę tu o muzyce wydanej przez interesujących mnie artystów w ostatnich 12 miesiącach. Ja raczej średnio znam to, co się dzieje na bieżąco. Gazet muzycznych niemal nie czytam - może raz, a w porywach dwa w roku kupię np. Teraz rock... podobnie z czytelnictwem CMG ... ja tylko czasami dowiaduję się, że jakiś artysta wydał/wydaje płytę. Wtedy staram się odszukać tego spośród znajomych, który ma wersję audio danego wydawnictwa...

Zatem poniżej będzie parę słów o tym, czego miałem okazję słuchać w 2005 i co z różnych powodów utkwiło w mojej pamięci.

Od razu powiem, kto ma u mnie tytuł płyty roku 2005, choć album ten ukaże się dopiero za tydzień. Dla mnie płytę roku nagrał stary dziadek Eric Burdon - mianowicie chodzi o Soul of a man. Linki nie podam, bo zwyczajnie nie ma takiego zasobu. Płytę otrzymałem całkiem przypadkiem i powaliła mnie od pierwszego odsłuchania. Gość ma niemal siódmy krzyżk na karku, ale pokazał absolutne mistrzowstwo w gatunku białego bluesa. Czternaście utworów, które wyrywają z fotela. Pełna pulsacja i motoryka elektrycznego, miejskiego bluesa. Wyśmienite aranżacje dęciaków i czarnych, murzyńskich chórków. Tam, gdzie trzeba - elektryczne gitary, często przesterowane, a gdzie trzeba zagrać jak w dusznym, zadymionym klubie z Chicago, tam jest klimat i dusza. Jazda przez bitą godzinę.
A kiedy wybrzmiewa ostatni utwór, to zwyczajnie naciskasz ponownie klawisz 'play'! Uwaga: odradzam słuchanie tej płyty w samochodzie - te rytmy mogą ponieść :)

Najlepszą polską płytą wydaje mi się album Pati Yang Silent Treatment. Bezapelacyjnie artystka panuje nad materiałem - oferuje przemyślane, zaawansowane, klubowe brzmienia downbeatowe i trip hopowe.
Zaraz za Pati umieszczę dziwuszki z Sistars z ich AEIOU. Przyczyny już opisywałem.

Największym rozczarowaniem jest - już o tym wspominałem - ostatni album Kate Bush. Porażka. A miało być tak pięknie.
I kończąc: największe pozytywne zaskoczenie. Czyli wydawnictwo Miasto Mania autorstwa Marii Peszek wspomaganej przez Wojtka Waglewskiego i juniora F.I.S.Z..

Skąd ta nominacja i zaskoczenie? Bo to naprawdę bardzo udana płyta. Oto jest artystka estradowa pozbawiona głosu piosenkarskiego i większych zdolności wokalnych - ale ma dobry warsztat emisji głosu. I na tych wątłych podstawach zbudowano spójną, przekonującą, klimatyczną całość. Tego zwyczajnie dobrze się słucha - szczególnie nocną porą. Słowa i muzyka współgrają razem tworząc pewną uniklną całość. Polecam.