Trochę to może autotematyczne, ale odniosę się do poprzeniej mojej notatki. To, że ścśle reglamentuję mojej ukochanej córeczce dostęp do sieci nie bierze się z mojego widzimisię.
To efekt doświadczeń. Czasami niezbyt interesujących. Otóż zapewniam, że kampania Bezpieczny Internet - czyli nigdy nie wiesz, kto jest po drugiej stronie opiera się na faktach.

Parę lat pracy w dziale abuse@ masowego portalu pokazało mi dogłębnie, iż Internet może być niebezpieczny dla dzieci.

Szkoła - przynajmniej ta do której chodzi córka nie uczy bezpiecznego korzystania z sieci. Zajęcia sprowadzają się do tego, że pan nauczyciel pozwala grać dzieciom w gry sieciowe. Więcej - koledzy i niektóre koleżanki Paulinki korzystają głównie z komunikatorów i to korzystają źle: wyszukują kogoś np. po imieniu na chybił trafił i nawiązują kontakty z nieznajomymi.

Oboje z żoną rozmawialiśmy z córką właśnie o takich sytuacjach i zabroniliśmy takiego zachowania. Dopiero teraz jej pozwoliliśmy, bo Paulinka najpierw zdobyła nr GG swojego kolegi Kuby i potem umawiała się z nim ściśle w określonych godzinach na pogaduchy sieciowe. Korzysta z mojego osobistego profilu konnekta. Oczywiście miała zakaz wyszukiwania innych online na ślepo i ma nam zgłaszać każdy przypadek, gdy ktoś się online do niej odzywa.

Więcej - kiedyś miałem otwarty desktop i kiedy oddalałem się od komputera, Paulinka zaczęła siadać i przeglądać sieć - np. w poszukiwaniu informacji o kotkach. Ponieważ jeszcze nie wiedziała o istnieniu Google, ale znała już składnię URLi, więc wpisała na ślepo www.kotki.pl
Tiaaa ... na szczęście potem zapytała, jak może znaleźć w sieci informacje o kotach perskich i powiedziała, że na kotki.pl nic nie ma o kotach :-/

Teraz dochodzę do wniosku, że byłoby dla Paulinki optymalnie założyć bloga i niech tam się wyżywa - razem z koleżkami i koleżankami z klasy. Już jej to zaproponowałem. Ale tu jest jakaś bariera, a nawet dwie. Jedna: blog wymaga jakiejś systematyczności, a tego (prawie) 11 latkom często brak. Druga - blog to tylko statyczna strona WWW, niemal zero interakcji - a to jest podstawowym wabikiem dzieciarni. I właśnie dlatego coś takiego jak poczta elektroniczna jest im obca. Jak widać np. w uwadze Adama jest tu już symptom mocno rozpowszechniony.
A to jest źle. Nawet bardzo źle.