Oboje z Najlepszą z Moich Żon postanowiliśmy, że Kacperek po przywiezieniu ze szpitala będzie przebywał w nagłośnionym domu.
Czyli, że nie będziemy celowo wyciszać otoczenia ani domowników, aby dziecko łatwiej zasnęło. Zatem w praktyce w pokoju z noworodkiem gra muzyka i wszyscy rozmawiają normalnym głosem.

Oczywiście nie ma mowy o przesadzie - nie wolno dziecka przestraszyć podniesionym głosem lub jakimiś trzaskami. Ale generalnie metoda wychowu na głośno wyśmienicie się sprawdza - Kacperek bez problemu zasypia przy odgłosach muzyki z komputera, radiu, telewizorze czy innych dźwiękach żyjącego domu.

Jednak dwa dni temu Najlepsza z Moich Żon postawiła nieoczekiwane obostrzenie: zero mocnej, gitarowej muzy.

Problem w tym, że pod zakaz podpadają nie tylko kojące moje starcze uszy dźwięki autorstwa muzykantów z Sepultury, czy jej przedłużenia w osobie Maxa Cavalery i jego załogantów z Soulfly, ale także Metallica, czy nawet - o zgrozo - Limp Bizkit i Linkin Park, że o Living Colour nie wspomnę...

Enyłej - należało ten problem natury ideologicznej rozwiązać prosto i technicznie:
-- S — Ł — U — C — H — A — W — K — I --

Ale niestety moje Audigy 2 ma jedno wyjście audio-out, więc jak chcę się przepiąć na uszy, to niestety muszę mieszać kablami i całym balszakiem ... nie jest to komfortowe wyjście.
Ale ratunek kosztował tylko 1,8 zł i nazywa się rozdzielacz stereo do 2x stereo. Teraz dzięki temu malusiemu kawałkowi tworzywa z mini-jackiem mam równocześnie zapięte w karcie słuchawki i głośniki zewnętrzne. Zatem, jak trzeba, to proste klik ... i po sprawie. Żeby mieć jeszcze pełniejszy komfort mojego ukochanego foobara dokonfigurowałem i jednym skrótem lewy-ALT+1 robię play/pause ...