Chyba nie będę wynajdywał w tym blogu odrębnego miejsca na Kacperka i jego (zapewne) burzliwe dzieje żywota :)
Chyba nie chcę.
Ale poniekąd na zamknięcie tematu w obecnym kształcie parę słów tzw. refleksji.

Najpierw - radocha 'drugiego dziecka'.

Jak opisałem to już Bartkowi i Mateo - drugie dziecko to okazja odzyskania tych momentów, które straciłeś przy pierwszym. To swoiste i niepowtarzalne odtwarzanie pierwszego dziecka ale już bez błędów jakie popełniłeś przy pierwszym; odtwarzanie radości jakiej nie zdąrzyłeś właściwie celebrować przy pierwszym dziecku; to łapanie tych ulotnych chwil, które przy pierwszym dziecku właśnie ci uleciały w niepamięć.
To niezwykła okazja przeżyć na nowo coś, nad czym wcześniej - przy pierwszym dziecku nie miałeś odpowiedniej kontroli.

Nie jest to to samo co deja vu z życia potocznego - to nie ta ranga i nie ten charakter. Przy drugim dziecku miejsce na zaskoczenia i niespodzianki jest znikome! Tym razem niemal z góry wiesz, czego się spodziewać i przygotowujesz się do tego.
Rzecz jasna nie wynika z tego, że drugie dziecko to tylko rutyna i brak nowości! Każdy mały człowieczek to jedna wielka niewiadoma, ale przeżywana kompletnie inaczej.
I mam tu na myśli nie tylko prozę życia (pieluchy, jedzonko, ubranka, wózeczki itd.), ale także zdarzenia egzystencjalne.

Ale jedno łączy obydwa doświadczenia - pierwszego i drugiego dziecka - troska i oczekwianie na to, co przyjdzie. Przy Paulince oboje z żoną poczucliśmy się pewniej dopiero, jak Paulinka poszła do przedszkola. Do tego czasu była najpierw troska o dysplazję stawu biodrowego i jej wielomiesięczne leczenie, potem likwidowanie kręczu, potem następne lata diagnozowania i opanowywania sprawy alergii itd. Dopiero około 5-6 roku życia wiedzieliśmy, że dzieciak jest w najlepszym możliwym stanie i nic istotnie złego już mu nie grozi (sprawy losowe pomijam, bo to rzecz oczywista).

Teraz jest Kacper - i nowa troska.