Na krakowskim Kazimierzu ulice - św.Wawrzyńca i Bożego Ciala zbiegają się u wylotu na plac Wolnica. W tym miejscu stoi bazylika Bożego Ciała.
Monumentalny gmach przyjaźnie zaprasza zza okalającego go wysokiego muru.

Wchodzę. Szelest przywiędłych wczesnojesiennych liści. Próg wejściowy głęboko wyrzeźbiony stopami. Przedsionek odcina cię od dźwięków miasta.

Wewnątrz półmrok zachęca do pochylenia głowy. Po kilku niepewnych krokach ze środkowej nawy zaczynają dochodzić już teraz wyraźne głosy kobiet odmawiających różaniec. Nadwątlone umykającym popołudniem światło okupuje jeszcze górną część świątyni.
Spokojnie można uklęknąć i złożyć swoją modlitwę.

Lampka wotywna przy bocznym ołtarzu gaśnie - jedna z kobiet zdecydowanym krokiem podchodzi i zapala ją.

Wstaję z klęczek i podchodzę do głównego ołtarza. Przytłacza i wiąże wzrok.
W głębi postać księdza ustawiającego kwiaty na ołtarzu i przesuwającego świeczniki. Odwraca głowę i patrzy na mnie.

Z boku ambona w kształcie łodzi w fantazyjne wzory.

Wolno i z ociąganiem wychodzę. Próg. Miasto wraca.

Idę wzdłóż muru. Na mój widok trzech dziesięciolatków niepewnie ścisza głosy - wybrali się na rekonesans kanału osuszającego mur bazyliki.
Ostatnie schody prowadzą do wyjścia. Za skrzydłem bramy otwartej na oścież dostrzegam pustą butelkę 0,25 l po wódce. Miasto czai się metr dalej.
Krok i gwar placu Wolnica już mnie dopada. Grupa żuli w łamchanach krzykliwie umawia się na wino.

Tramwaj nr 19 do Borku Fałęckiego.