Od tygodnia cieszę swoje starcze uszy nowiuśkim albumem żywej legendy - Rolling Stones A Bigger Bang.
Ładnych parę lat minęło od 'Bridges to Babylon'... jedno w Stonesach mnie zadziwia - jak te stare pryki utrzymują taką werwę? Jak można po tylu latach, po tyle epokach muzycznych, stylach grać nadal to samo i na tak wysokim poziomie?

A Bigger Bang jest zaskoczeniem.
Mosty do Babilonu były raczej rozczarowujące, potem nastąpiła seria odcinania kuponów w postaci albumów z żywcem ... i tu nagle ponad godzinę czystego rock&rolla!

Nawet zważywszy, że tantiemy są TAM inaczej liczone niż u nas, to Rolling Stones do końca swych dni mogą spać spokojnie nie nagrywając ani jednego nowego akordu i nie występując na scenie. Zatem to kolejny powód do podziwiania tej załogi. W zasadzie można powiedzieć, iż nagrali to dla sportu.

Bigger Bang jest bardziej dla miłośników Jaggera&Richardsa niż dla dzieciarni, która myśli, że rock zaczął się od Kurta Cobaina ...
Przyczyna chyba jest taka: Bigger Bang to kompilacja tego, co najlepsze dorobku żywej legendy - począwszy od klasycznego rockowego grania, przez słodkie ballady (Streets of love, Biggest mistake), rhythm'bluesowe (Back of my hand) pulsacje na soulowych (Rain fall down) brzmieniach czy wreszcie prostego rocka (She saw me comming). Nie ma tu żadnego uśmiechania się i flirtowania z współczesnymi brzmieniami, elektroniką.
Oczywiście jest harmonijka jak w klasycznym Little red rooster - np. w Back of my hand, Sweet neo con.
Swoje miejsce ma też koszmarnie śpiewający Richards - Infamy, This place is empty.

Generalnie: duet Jagger i Richards przyjęli zasadę: jeśli nas nie znasz, to nie poczujesz smaku tej potrawy, którą ci właśnie serwujemy.
Ale najnowsze wydawnictwo Rolling Stones ma jeszcze inną miłą cechę: przy każdym odsłuchania odkrywa się w tej kompilacji wciąż nowe smaczki, nawiązania, zabawy muzyczne...
Przykładowo kapitalne jest zestawienie na końcu dwóch ostatnich utworów - wściekle rockowego Driving too fast - jakby napisanego bezpośrednio dla Hell Angels, z kończącym płytę, słodkim Infamy.

Generalnie: polecam A Bigger Bang bo to kapitalny i wyśmienity kawał rockowej roboty.
Smacznego wszystkim staruchom!