Tak, Chlip tu był. Był w Andrychowie. Własną osobą i wraz z trupą wędrowną.

W ten sposób miałem 2w1, czyli szalenie sympatyczne doświadzczenie spotkania z Piotrkiem, a potem już impresje artystyczne.
Obydwa wysokiej jakości.

Piotrek jest taki, jak go sobie wyobrażałem. To szalenie rzadko spotykany typ człowieka - jak kończy wypowiadać do ciebie pierwsze zdanie, już wiesz, że go lubisz. Zwyczajnie - taki człowiek wpada ci w to ciepłe miejsce przyjciół - bezwarunkowo.

Tacy ludzie to jednak rzadkość - to cenne spotkania.
Wydał mi się osobą szaloną poniekąd - z tymi swoimi pasjami niemal człowiek renesansu: uniwersalny, wykształcony, obyty, ukształtowany właśnie. Żyje swoimi pasjami i jak mogłem się przekonać - zaraża nimi.
Tacy ludzie stają się albo odosobnionymi eremitami, albo tworzą społeczności.
U Piotra Chlipaskiego mamy to drugie.

To, że miałem okazję poznać Piotrka i chwilę z nim pobyć, powoli domyka ten mój proces poznawania postaci niemal mitycznych - z którymi mam kontakt przez Internet od lat, z którymi czuję pewność bliskość lub wspólnotę zainteresowań, przekonań.
To było dobre spotkanie.

Ja i ChlipPiotrek solo