To dobra rozrywka na lato. Polecam.

Udało się w tym filmie zachować proporcje. Można się emocjonować przez cały film, choć widz zna zakończenie. Silna strona tego filmu to brak trywializacji - Spielberg o dziwo nie poszedł w efekciarstwo lub dziecinny dydaktyzm (jak w AI). Słaba strona filmu to jednak niedosyt przy budowie główych postaci - tu: ojca i córki - i najbardziej syna.

Oczywiście we współczesnym kinie s-f są imponujące efekty, ale w Wojnie Światów 2005 one nie dominują. Przeciwnie: najmocniejsze wrażenie osiągnięto bardzo prostymi środkami (sceny ucieczek, przeprawa promowa oraz sceny w domku z Harlanem Ogilvy [wyśmienity T.Robbins] i potem jego "śmierci" ). Jak pisałem - efekty są, ale nie są przesadzone - zwracam uwagę na sprytne i proste rozwiązanie przebiegu samej inwazji (ROT_13 xncfhłn m boplz jovwnan qb mvrzv cemrm
fmghpmar cvbehal)

W rezultacie osiąga się cel zamierzony - widz zostaje przytłoczony i przybity niemocą wobec potęgi pozaziemskiej inwazji, a z drugiej sukcesywnie jego uwaga kierowana jest na wątek interpersonalnych relacji. Te ostatnie są kluczowe dla filmu. WŚ anno domini 2005 jest dość prostym moralitetem o dojrzewaniu do odpowiedzialności i ojcostwa. Ale tu mamy też słaby punkt - mimo mojej relatywnie niskiej oceny Cruise'a jako aktora, to jednak pewien jestem, iż można było tu od niego wymagać więcej: mógł się tu aktorsko o wiele lepiej ujawnić.

Jednak nie zapominajmy o tym, że mamy sezon ogórkowy - a adaptacja powieści H.G.Wells'a jest w ramach kina rozrywkowego - więc w zasadzie każdy widz już zna zakończenie tej historii. I tu ponownie mamy plus filmu o którym mowa: głos narratora M.Freeman'a jest tu wybornym wyjściem. Jego komentarz jest nawiązaniem do pierwowzoru filmu i zgrabnie spina fabułę filmu.
Jak pisałem - to jest kino rozrywkowe i wakacyjne - i nie udało się uniknąć infantylizacji - patrz metoda utylizacji rodu ludzkiego przez obcych lub zmotoryzowana ucieczka Raya Ferrier z miasta.

Kończąc: zachęcam do oglądniecia. Co prawda nie otrzymacie dzieła, które wejdzie do annałów kina, ale na pewno będzie okazja do dreszczyku emocji a chwilami przerażenia.

Spoilery poniżej













Moje ulubione sceny:
a. przy przeprawie promowej - pędzący donikąd pociąg w płomieniach: wbija w fotel i budzi dzikie przerażenie;
b. zamordowanie Oglivy - j.w. choć nie pokazano ani pół kadru zbrodni.

ROT_13 = kapsuła z obcym wbijana do ziemi przez sztuczne pioruny