... ścieżki są poplątane. Ścieżki życia.
Widzę to wyraźnie, gdy rozmowa kieruje się na tematy wykształcenia - zawodu wyuczonego. Ludzie dziwią się, kiedy dowiadują się, że mam tytuł “technika mechanika obróbki skrawaniem” ... Już rzadziej płentuję to wskazując, iż praca dyplomowa dotyczyła “Procesu technologicznego wiertła krętego” i została wykonana we współpracy z katowicką hutą “Baildon”. Po co ich konsternować? Albo na przykład tłumaczyć na czym polegał fun własnoręcznego przygotowywania (na praktykach zawodowych) przez trzy miesiące młotka lub regularnej pracy (miesięczna praktyka zawodowa) na tokarce, szlifierce lub podobnym urządzeniu ... Oczywiście w obowiązkowym bereciku z antenką i niebieskim drelichowym mundurku.

To zdziwienie jest równo obecne tak u technicznych w naszej firmie, jak i pozostałych - tzw. humanistów. Techniczni się dziwią, bo wiedzą, że z zawodu jestem także (kolejno) nauczycielem i filozofem. A humaniści mają powody dokładnie przeciwne :)
Ale częściej zdziwienie widzę u humanistów: że ktoś z ich grona może mieć takie powiazania z technicznymi (cokolwiek to znaczy).
Z drugiej strony miałem poczucie, iż techniczni tracą do mnie pewną część ufności ... pewnie z podobnych powodów.

Oczywiście ma to swoje plusy i minusy. Plus jest taki, że łatwo i szybko dogaduję się z programistami. Ale minus to fakt, iż są sytuacje, kiedy wypada mi robić za międzymordzie przy porozumiewaniu się tych dwóch stron. Skoro jest się w pewnym mentalnym rozkroku, to służy się czasami za pomost ...

Pamiętam z dawnych czasów głosy typu "magister a sprzedaje marchewkę na straganie - to po kiego licha tyle lat spędził w szkołach?
Już w czasie studiów uświadomiłem sobie, że to wyraz zabobonu. Skrywa on nie tyle nieuctwo, ale przede wszystkim brak podstawowej wiedzy - studia obok wiedzy merytorycznej dostarczają głównie pewnej kompetencji ogólnej. Właśnie dzięki temu można lepiej sprzedawać marchewkę.
Obok tych są też inne, rozsądniejsze opinie: ucz się [czegokolwiek], bo jeszcze nie wiesz z czego będziesz się utrzymywał.

To ostatnie jest potwierdzane przez życie potoczne. W firmie zatrudnił mnie japonista (Tomek), drugim prezesem był matematyk (Piotr). Potem moim przełożonym został filozof (Wiesiek - teraz wydaje gazety kolorowe), a obecnie jest nim inżynier automatyki. Najbliżej mam teraz z polonistą/statystykiem oraz z bibliotekarzem. Oczywiście wszystko w jednej Rodzienie ITI. ;P
I jeste generalnie - świetnie.