Mam nieodparte wrażenie, że montowanie instalacji LGP staje się coraz powszechniejsze. Jeszcze jakiś rok temu widywałem charakterystyczne 'koreczki' wlewu LGP tylko w samochodach starszych. Moje podejrzenie jednak wzbudziła kilka miesięcy temu Toyota na LPG: raczej nie starsza niż trzy lata i wyższej klasy.

Następnie ze zdziwieniem zobaczyłem (bodaj w Wyborczej) zwykłe ogłoszenie dilera Hyundaia, który oferował w sprzedaży nowe samochody z instalacją LPG i objęte pełną gwarancją producenta.
Jesienią 2004 zdumiało mnie wielgachne Audi A6 (silnik AFAIK 4.2 litra) z dyskretnie zamaskowanym wlewem gazu. A całkiem niedawno w korku przed sobą mogłem podziwiać nowiusieńkiego Peguota 307, błyszczącego, z alufelgami i wlewem LPG!
Zwykle reguła jest tu prosta: jak masz samochód, który pali dużo i chcesz zwyczajnie oszczędzić, to zakładasz instalację. Jeszcze całkiem niedawno dotyczyło to głównie starszych pojazdów - już bez gwarancji producenta. A tu czas i twarde prawa ekonomii robią swoje: paliwo drożeje i producenci też mogą ci założyć “fabryczną” instalację. Owszem - kosztuje to słono, ale koniec końców się opłaca.

W moim pojeździe równierz mam instalację typu GSI. Proste wyliczenie pokazało, że mniej więcej w 18 miesięcy jej koszt się zwróci. I to jest istota problemu. Inaczej się czujesz, gdy na stacji przyjdzie ci zapłacić 60 zł, a inaczej, gdy za to samo tankowanie musisz wyłożyć 200 zł.