Jarek dał mi trochę do myślenia. Bo właściwie czy my na coś czekamy?. Oczywiście chodzi o to, czy czekamy na nowego następcę Jana Pawła II na Stolicy Piotrowej.

Mam poważne wątpliwości czy to oczekiwanie jest należycie skierowane.
Nie wiem, czy w ogóle powinniśmy tu się aż tak bardzo koncentrować?
Wydaje mi się, że nie -- to nas powinno bardzo mało zajmować ....
1. Oczekiwanie, że pojawi się drugi papież pokroju Wojtyły to pomyłka. Nic dwa razy się nie zdarza. Nowy papież będzie nowym papieżem i tyle. Nie zastąpi w serach Polaków Jana Pawła.
2. Nie dajmy się zwariować tanim sensacjom medialnym! Nie podkręcajmy tej - często - chorej atmosfery. Jakby to były co najmniej finałowe wyścigi formuły 1.
3. Czy osoba następcy Wojtyły na tronie papieskim będzie miała wpływ na naszą wiarę? Jeśli "tak", to tym gorzej dla nas -- w moim przekonaniu będzie to kolejny argument za tym, że nauka Jana Pawła zupełnie nas nie zmieniła.
4. Owszem -- następca JPII będzie miał jakiś problem i stanie przed wyzwaniem właśnie dlatego, iż będzie następcą przełomowego papieża. Będzie musiał tak, czy inaczej zmierzyć się zarówno z dokonaniami tego wielkiego Polaka, jak i z oczekiwaniami wiernych. Przewiduję, że niemal wszędzie pojawią się niezadowoleni z tego lub owego.
5. Nowy papież - kimkolwiek będzie - niczego nie zmieni. Istotą Kościoła jest trwanie i kontynuacja. I tylko dlatego u progu trzeciego tysiąclecia po Chrystusie mamy Kościół.

Więc nie czekajmy na nic szczególnego. Możemy co najwyżej tylko i aż oczekiwać, że sami jakoś się zmienimy/zmieniliśmy i że nasz ksiądz proboszcz będzie tym właściwym.
Bo bez tego prorokowanie J.Staniszkisz okaże się prawdziwe.
Mam dziwne przeczucie, że autorka "Ontologii socjalizmu" może mieć rację ...