Całkiem niedawno wpadł w moje rąsie divix z filmem Piotra Łazarkiewicza “Fala” będący dokumentem z Festiwalu Muzyków Rockowych Jarocin '85. Postanowiłem uderzyć w sentymentalne tony i obejrzeć to w gronie rodzinnym :) (zdarza się to często od momentu zakupu stancjonarnego odtwarzacza DVD) na dużym ekranie telewizyjnym

Było naprawdę świetnie - ja się bawiłem wyśmienicie. Obejrzałem to miejsce i te zdarzenia w któych sam miałem swój skromny udział. Gorąco komentowałem Anetce i Paulinie to, co się działo na ekranie. Bo był to czas niezwykły, który w zasadzie nigdy więcej się już nie powtórzył. To był czas rozkwitu kultury kontestacji. To był czas żarliwego wyznawania (sub)kultur - tam byli prawdziwi, wierzący punkowie, skinowie, regały, popersi itd. Teksty wykrzykiwane ze sceny znajdowały żywe odbicie w myślach i słowach publiczności. I mimo sporego - wtedy - tirumfu z jednej strony zimnej fali, a z drugiej buntowniczego punka, był w powietrzu jakiś ognik nadziei i czegoś twórczego.

Już rok późniejszy Jarocin (film “Moja krew, twoja krew” reż. Andrzeja Kostenki dla BBC) był świadectwem przekroczenia smugi cienia - tam był już dekadentyzm i “no future”. Bolesny schyłek.
Tego wszystkiego próżno szukać w późniejszych FMRach.
Wspomnienie mojego udziału w Jarocinie ma też ten walor, iż tam właśnie po raz chyba pierwszy doświadczyłem poczucia wolności i twórczości. Poczułem, że mam siłę do stawienia czoła przyszłości. Poczułem siłę.

Natomast córa oglądając “Falę” długo nie mogła pojąć, co ja tam robiłem z gładko wygoloną głową i na czym polega taniec pogo :)
Dwukrotnie musiałem jej demonstrować w pokoju pogo. Ale na koniec skwitowała: głupota ;P

I jeszcze jeden smaczek jest w filmie Łazarkiewicza. Oto parę razy przewija się tam grupa dyskutującej ideologicznie młodzieży z jakiejś uczelnianej organizacji (ZSMP?). I kogóż tam widzimy? Panią “minister” od feminizmu - Magdalenę Środę!
I tym optymistycznym akcentem ...