W tym roku należało wziąć udział w studniówce. Anettka jest wychowawczynią klasy trzeciej, czyli studniówkowej. Oczywiście jej przygotowania zaczęły się kilka tygodni wcześniej i zakończyły w ostatniej chwili w sobotę zakupem malusiej torebeczki :)
Doświadczenie wskazuje, że takie imprezy jak studniówka powinny się udać po spełnieniu paru warunków. Oczywiście udanie się imprezy dotyczy zaproszonych gości - czyli takich osobników jak ja :)
Warunki udanego biesiadowania studniówki:
• odpowiednie nastawienie psychiczne - trzeba się przygotować i oczekiwać szybkiej zmiany otoczenia, interlokutorów, poziomu wymiany opinii, stanu fizycznego itd.; ktoś, kto sądzi, iż będzie cały czas w jednym otoczeniu ludzkim jest na przegranej pozycji - tu sprawdza się stara zasada komuniastycznej ideologii: ruch jest wszystkim
• skupienie się na kontaktach z ludźmi - czyli oderwanie oczu od zastawionego stołu....
Ponieważ impreza jest raczej długodystansowa i wymagająca pewnej kondycji, to nie należy mieszać napojów, ani pokarmów... zanadto... ;]
• zbudowanie bliskiego otoczenia - czyli zajęcie takiego miejsca, aby mieć w zasięgu głosu i ręki tych, z którymi czujemy się dobrze i dobrze się bawimy;
• wspólne balety - jak w temacie: wskazane jest wychodzenie na parkiet grupowo w towarzystwie bliskiego otoczenia;
• odrobina szaleństwa - na parkiecie orkorz. Odrobina może byc dozowana zależnie od okoliczności: powiem bez ogródek - można zaszaleć ;)
To ostatnie ma nawet pewien pozytywny wpływ wychowawczy na młodzież. Pozwala im się dobrze czuć i bawić, a przy tym wskazuje, jak można się bawić bez utraty dobrego smaku w zabawie.
• pozytywne wibracje muzyczne - tu jest wąskie gardło.
Zwykle spotyka się zestaw podwojony - żywa orkiestra i mniej żywi didżeje puszczający muzę z komputera/kaset/CD. Tak było i tym razem. Jednak teraz zestaw podwojony zawiódł pod względem wyczucia artystycznego i wyczucia ducha czasu. Zalała nas jakaś totalna tandeta dźwiękowa, źle zmiksowana, źle podana. Łomot dyskotekowy w złym stylu. Nie usłyszałem np. żadnych łubu-dubu, które sprzedaje obecnie seryjnie Trójka (zniósłbym je w atmosferze pląsów), ani znanych artystów biesiadnych jak Reni Jusis, Kayah, czy Krzychu Krawczyk. W takich okolicznściach musieliśmy wykazać się dużą dozą dobrej woli, aby zdzierżyć i mimo to bawić się dobrze.
• dobry kontakt z kuchnią - to się tłumaczy samo przez się. Balowałeś i minęło cię właśnie jakieś sympatyczne danie? Łap kelnera/kę lub wal do kuchni i tyle. Czyli biblijnie: kołaczcie, a będzie wam otworzone.
• tolerancja i dyskrecja rodziców
Rzecz to cholernie ważna, bo z jednej strony tylko oni mogą skutecznie kontrolować żywioł ponad 500 osób tak, aby jac
yś młodziankowie nie nadużyli, a z drugiej, żeby z dystansem spojrzeli na działania niektórych elementów grona.
Z szacunkiem w tym kontekście muszę wspomnieć o wysiłku finansowym i organizacyjnym rodziców. Zwyczajnie: kawał dobrej roboty. Zwłaszcza w tych trudnych czasach, gdy nie zawsze się przelewa...
• wycofać się w odpowiednim momencie - czyli wtedy, gdy atmosfera umiera lub gdy nie ma się dość energii lub motywacji do dalszego współudziału. Naturalnie trzeba tu zdecydować o sposobie wycofania się: taksówka lub własny pojazd lub pojazd znajomych lub transport rodziców ... Generalnie przybycie własnym środkiem transportu drastycznie ogranicza możliwość pełnego udziału w biesiadowaniu. Odradzam.
Pomimo różnych rzeczy, które widuje się na dzisiejszych studniówkach, jedna rzeczywiście jest użyteczna i warta propagowania: kamerowanie. Na studniówce o której piszę było dwóch opłaconych kamerzystów i ze trzech amatorów spośród uczniów. Nie wspominam nawet o sporej ilości ludzi używających aparatów fotograficznych (standardowych i cyfrowych). Generalnie zapowiada się bogata i emocjonująca dokumentacja ;)
Z mojej własnej studniówki nie mam prawie wcale zdjęć - mam tylko wspomnienia.
Parę wybranych scenek z minionej soboty:
rozpoczynanie oficjalnych tańców
podgrzewamy silniki i poprawiamy makijaż przed imprezą
sympatyczni młodzieńcy
wychowawczyni z uczniami
kurz bitewny opadł - idziemy do domu
autor: empiryk, 03.02.2005, 14:55:29, 6, artykuł ma już:3 lat, 103 dni, and 52 minut!
dodane dotąd komentarze
Tak - znam to. Ale jakoś wiary nie daję

a z jakiej szkoly ta studniowka?
KRK, na zdęciu w Garniturze wyglądasz jak nie przymierzając pan Dochtór, albo pan Prawnik. Albo jeszcze co innego. Nie wiem, member establiszmentu?

Od razu tam member ...

człowiek od czasu do czasu robi rzeczy nie do końca zrozumiałe ;]
A może: strój zdobi człowieka?
A serio: nigdy nie lubiłem krawaciarzy wbitych w swoje garniturki. Na szczęście, jak dotąd moja praca nie wymaga bezpośredniego kontaktu z tzw. klientem, więc jest obojęten, jak się odziewam. A tu, cóż ... musiałem wdzianko zmienić, bo i okazja ... cele wychowawcze i takie tam ... na szczęście do baletów dopracowałem się odpowiedniego obuwia
