Wczoraj popłudnie i wieczór Kraków był sparaliżowany. Widziałem to jadąc tramwajem po 17tej do mieszkania. Pierwszy raz widziałem, jak policyjne radiowozy posłużyły jako eskorta dla piaskerek, które w tej eskorci przebijały się przez zakorkowane ulice i skrzyżowania.
Ale oto dziś wyszło szydło z worka i już wiemy, skąd ten wczorajszy kataklizm:
Spora winę za zablokowanie ulic ponoszą też kierowcy, z których większość jeździ na letnich oponach" - wyjaśniła rzeczniczka Zarządu Dróg i Komunikacji w Krakowie Filomena Serwin.
A więc sprawa jasna.